W mojej firmie szefostwo oczekuje, że pracownicy będą obchodzili urodziny ze współkołchoźnikami. To obchodzenie polega na zrobieniu wyżerki na kilkadziesiąt osób + zapewnienie alkoholu.
W zamian pracownik obchodzący urodziny dostaje ✨balona z napisem „happy birthday”✨.
Nie ma żadnych prezentów od firmy, dnia wolnego, premii urodzinowej. W ramach świętowania dosłownie masz obowiązek wydania hajsu i stania w kuchni, żeby nakarmić obcych ludzi i dostać nic xDDDDD
HRówy oczywiście skminiły, że zbliżają się moje urodziny – zapytano mnie, w który dzień będę je organizować. No nie będę. W związku z tym szef zaprosił mnie na dywanik.
Na uzasadnienie, że „gdy zapraszam gości na urodziny, to dostaję od tych gości prawdziwy prezent, a nie przychodzą tylko po to, żeby najeść się na mój koszt” się obraził.
Od dwóch tygodni udaje, że mnie nie widzi, więc nie muszę uprawiać z nim smalltalku, a zadania zleca tylko mailem zamiast zawracać dupę face2face




