Drukarnia Welin – przykład januszexu w pełnej krasie
Są firmy, które latami budują markę, dbają o pracowników i klientów. I są takie, które w kilka godzin potrafią zniszczyć wszystko jednym wpisem na Facebooku. Drukarnia Welin idealnie wpisuje się w tę drugą kategorię – czyli klasyczny januszex.
Jak się zaczęło?
Wyobraź sobie, że twoje szefostwo wrzuca na oficjalny profil firmowy twoje prywatne zdjęcie z wesela. Do tego dodaje komentarz w stylu: „No proszę, a takie długie L4 było potrzebne do organizacji ślubu”.
Absurd? Brzmi jak wymysł sfrustrowanego pracownika? Niestety, to się wydarzyło naprawdę. I zamiast przeprosin czy refleksji, właściciele Drukarni Welin postanowili… dyskutować z ludźmi w komentarzach. Były więc tłumaczenia, że „zdjęcie było publiczne”, były pseudo-mądre cytaty Napoleona i Arystotelesa. Słowem – pełne spektrum januszexowego podejścia do kryzysu.
Opinie o Drukarni Welin
Gdy afera wybuchła, ludzie zaczęli sprawdzać, co to w ogóle za firma. I szybko okazało się, że negatywne opinie wcale nie są nowością.
- Na GoWork pojawiają się wpisy o spóźnionych wypłatach – czasem nawet miesiącami.
- Pracownicy skarżą się na brak odzieży ochronnej i ogólne lekceważenie bezpieczeństwa.
- Atmosfera? Klasyk – jest fajnie tylko do momentu, gdy się nie sprzeciwiasz.
Klienci też swoje dorzucają. Na serwisach z opiniami można przeczytać, że wizytówki wyszły czarno-białe zamiast kolorowych, papier był tańszy niż w zamówieniu, a jakość pozostawiała sporo do życzenia.
Czyli obrazek kompletny: niezadowoleni pracownicy, rozczarowani klienci i szefostwo, które zamiast przyznać się do błędu, brnie dalej.
Po publikacji postu opinie na GoWork spadły do 1.5/5 gwiazdek, a na wizytówce google do 1.2/5 gwiazdek.
Dlaczego to klasyczny januszex?
Bo januszex to nie tylko firma, gdzie szef oszczędza na papierze toaletowym. To mentalność:
- Brak szacunku do ludzi – czy to pracowników, czy klientów,
- Publiczne pranie brudów zamiast rozmowy w cztery oczy,
- Podejście „prawo mnie nie obchodzi”, dopóki coś się nie zawali,
- I wreszcie święte przekonanie, że to pracownicy są problemem, a nie zarządzanie.
Drukarnia Welin właśnie tak się pokazała – jako przykład biznesu prowadzonego po najmniejszej linii oporu, bez refleksji, że w XXI wieku ludzie nie są już tanią siłą roboczą, a Facebook to nie tablica ogłoszeń z remizy.
I co dalej?
Dzisiaj, gdy ktoś wpisuje w Google frazy „Drukarnia Welin opinie” czy „Drukarnia Welin Facebook”, zamiast reklamy czy portfolio widzi lawinę krytyki. Trudno się dziwić – firma sama zapracowała sobie na łatkę, której tak łatwo się nie pozbędzie.
I to jest najciekawsze w całej tej historii – szefowie nie zrozumieli, że to, co robią, jest antyreklamą. Bo kto teraz zechce tam pracować? Kto odda swoje materiały do druku firmie, która prywatne życie pracowników traktuje jak content na fanpage?
Odpowiedź na falę krytyki
Jedyne co właściciel potrafiło odpowiedzieć po połowa komentarzy to cytat Napoleona Bonaparte : „Wojna jest najgorszym rozwiązaniem najtrudniejszych spraw.”, co kompletnie nic nie wnosi i nie pasuje do dyskusji.
Lekcja dla innych
Drukarnia Welin to podręcznikowy przykład, że januszex prędzej czy później sam się obnaży. Wystarczy, że dostanie do ręki Facebooka. Dla pracowników – to przestroga, żeby uważać, gdzie się zatrudniają. Dla klientów – sygnał, by dwa razy się zastanowić, komu zlecić usługę.
Bo wizerunek firmy można zbudować latami, ale wystarczy jeden post, żeby pokazać całej Polsce, że w środku siedzą piekielni szefowie.





