poniedziałek, 9 lutego, 2026
Strona główna Piekielni szefowie Dziarska stolarnia cz.2

Dziarska stolarnia cz.2

0
5
Dziarska stolarnia część 2
Nie czytałeś pierwszej części? Zobacz tutaj
Witam w odsłonie numer dwa. Nawiązując do części pierwszej to fabryka znajdowała się w stolicy dolnego Śląska. Szef był spoko ale kłamał jak szalony i krecil, ale nie padały nigdy wyzwiska itp. Nie przedłużając lecimy z przemyśleniami i wspominkami tych pięknych czasów.
– w branży stolarskiej jest kilka programów ERP czy to MRP do tworzenia wycen, potem robienia z tego zleceń produkcyjnych dla produkcji i listy czesci dla magazynu itp xd Janusz kupił taki program (najtańsza polską wersje jakąś), ale nie miał zamiaru nikomu co się zna na tym płacić za zaprogramowanie tego tak jak powinno byc. A więc program służył tylko i wyłącznie do rysowania prostokątów i kwadratów w kształcie okien żeby dogadać się z klientem w którą stronę to się otwiera plus z ręki wpisywało się cenę. Oczywiście taki program sam powinien ci podawać ceny itp. Ja się dowiedzialem że mam w wolnym czasie programować system i go zrobić żeby działał. Ofc nie nie miałem żadnych umiejętności w tym kierunku.
– po chwili jak się zorientowałem co jest pięć w tym miejscu to zacząłem szukać pracy. Na początku nie mogłem zrozumieć dlaczego większość ludzi tam pracuje, potem mnie dopiero olsnilo, że spora część z tych ludzi albo miała długi, albo alimenty i nie chciała wykazywać dochodów xd.
– kolejny argument to były fuszki dla chłopaków z produkcji. Generalnie do firmy co chwilę dzwonił ktoś ze chciał renowacje okien/ drzwi itp. firma oficjalnie się tym nie zajmowała, ale co drugi chłopak z produkcji robił fuchy na boku. Więc ty odbierając telefon brałeś numer do zainteresowanego i chłopaki sobie robili robótke na boku . Nie pamiętam już dokładnie ale chyba każdy z biura dawał fuchy komuś innemu i coś tam miał odpalane. W sumie jak wtedy to policzyłem to goście z produkcji dzięki kontaktom z fabryki mogli zarabiać sporo więcej niż na samym etacie.
– w czasach ostrego covida był moment, że bardzo ciężko było dostać drewno do produkcji. Pamiętam jak był moment że była straszna lipa i ludzie z produkcji byli odsyłani do domu bo nie było co robić. W końcu po kilku dniach podjeżdża transport z drewnem, pospolite ruszenie obczaic na tira, a tam dosłownie KILKA DESEK, generalnie cały chujj. Janusz mówi do kierowcy że on zamawial dużo więcej i jak to tak, a kierowca do niego z tekstem ” wiemy że dużo od nas zamawiacie, ale w ciężkich czasach jesteśmy lojalni i pierwszeństwo mają klienci którzy płaca w terminie za towar ” xdd. Chyba się obraził na tą firmę. kazali mu potem za wszystko płacić z góry.
– były dwie hale produkcyjne. Stara należąca do rodziców i chyba szef miał spine z rodzicami bo mamusia bardzo chciała zrobić tam kwatery pracownicze coś w stylu 50 osób 50 metrów. Nowa hala oczywiście działała prężnie, ale bez legalnego odbioru budynku xd. Chyba szef miał zagwostke jak to załatwić żeby oddać budynek do użytku chociaż już był okupowany od jakiegoś roku xd
– byłem głupi że się zgodziłem na akcje opisana tutaj , przyznam się bez bicia. Zostałem poproszony o wzięcie busa i pojechanie do łodzi czy tam Warszawy żeby zawieść okna na budowę. Bus ładowności może z tone miał. A to ciężkie w cholerę okna przeciwpożarowe, no i widzę że bus siedzi jakby miał się z asfaltem zaraz pocałować. Pewno i z dwie tony przeciążony. Wsiadłem , podjechałem kilka metrów, test hamulców a autko jedzie. No to mówię typowi że wypadało by coś z niego zdjąć bo jest przeciążone na maksa. On stwierdził że nie jest i poszedł sobie, a ja głupi pojechałem , z tym że jechałem jak stara baba powoli xd
– czacie jak często w przetargach publicznych są różne wymagania. Np wiatroszczelność, wodoszczelność, dzwieko… Itd. Z czasem wyszło że zgadzaliśmy się na wszystkie takie wymysły i gwarantowalismy różne dziwne rzeczy, zazwyczaj nikt tego nie weryfikował. Kiedyś jaja się okazały jak na większej budowie postanowili sprawdzić wodoszczelność i lali szlauchem pół godziny po oknach. Wierzę w was ze się domysleliscie sami jakie jezioro się tam stworzyło ;d finału nie znam jak się sprawą skończyła z klientem bo sie zawinalem z powiewem korzystnego wiatru w stronę kolejnego januszexu.
Podczas pisania tych tekstów uświadomiłem sobie, że mam jeszcze 3 zakłady w mniejszym lub większym stopniu do opisania :d jak się wam ten wpis spodoba to w kolejnym mogę opisać ciekawostki z pracy u giganta okiennego spod Raciborza :d
Poprzedni artykułDziarska stolarnia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj