Dziarska stolarnia część 1.
5 lat temu pracowałem jako pracownik biurowy w stolarni zatrudniającej kilkadziesiąt osób w jednym z większych miast w naszym pięknym kraju. Wytrzymałem tam 4 miesiące. Firma otworzona w latach 90 przez rodziców, potem przejęta przez syna, rodzice oczywiście czasami wpadali. Kilka opowieści zasłyszanych od starszych bywalców a kilka widziane na własne oczy.
-Przy podpisywaniu umowy nagle wyszło że to nie umowa o pracę, ale zlecenie. Nie zgodziłem się i o dziwo dostałem o pracę. Nie wiedząc o tym że to coś niezwykłego kiedyś powiedziałem że mam normalnie o pracę umowę, to niektórzy współpracownicy chyba byli o to na mnie źli. Chyba byłem jedyną osobą która miała na umowie tyle ile faktycznie zarabiałem reszta najniższą plus reszta podst stołem.
– jako młody odpowiadałem za odbieranie telefonów.przychodzacych, a prawie wszystkie to było ludzie którym szef coś obiecał, a nie dotrzymał słowa i trzeba było kłamać że go nie ma. Na szczęście dla szefa większość ludzi tylko dzwoniła xd. Standardem było to że pod koniec miesiąca żeby zarobić na wypłaty to sprzedawało się coś komuś, obiecywało każdy termin jaki klient chciał do momentu wpłacenia zaliczki , a potem ofc tego nie dotrzymywano, urywano na jakiś czas kontakt, a biedak czekał jak debil.
– jak już z wstępu wiecie że część wypłaty byla dostarczana na czarno w kopercie to przechodzimy do mojego ulubionego numeru szefa. Standardem było to że w dzień wypłat szef w okolicy 10-12 znikał z biura i już nie wracał tego dnia xd, a biedni pracownicy czekali o 15. Oczywiście część wypłaty która miała być przelewem też spóźniona. Chyba tylko raz dostałem w terminie.
– z szefa śmiali się wszyscy ze ” całe życie na kredycie”. Firma mogła na prawdę być prosperujacym super biznesem, ale szef wolał wyciagnac na prostą finanse i jechać na wakacje na dwa tygodnie, wrócić na kilka i znowu zniknąć. Jak go nie było to nie mieliśmy za co zamawiać materiałów, bo dostawcy nie chcieli nam już materiałów dawać bo nie płacił im, a nam mówił że zapłacił i zdziwiony że nam nie chcą nic przysłać xd
– na szczęście tej historii nie byłem uczestnikiem, ale kocham ją całym sercem. Pamiętacie jak wspominałem o rodzicach? Wiecie typowi biznesmeni lat 90. Pewnego razu szef był na jednych z wakacji i zostawił w kopercie swojej mamie pieniądze na wypłaty dla pracownikow. Ludzie wchodzą do biura odbierają kopertę i wychodzą. Niestety jeden z nieszczęśników zajrzał do koperty i się okazało że w kopertach brakowało hajsu. No to mówi ten ziomeczek, że to nie na takie pieniądze jest umówiony, na co te wredne babsko mu odpowiada: ” ja wam będę płacić jak chce, ile chce i kiedy chce ” ;d.
– na koniec covidowa historia. Też znam z opowieści tylko
. Początek covida i wszystkie wypłaty oczywiście ujebane, ciężkie czasy nie ma za co żyć, trzeba zaciskać pasa wiadoma sprawa. Po jakimś czasie pracownicy się zorientowali że szef przychodzi do pracy z buta i myślą sobie że coś tu jest nie tak. Jeden z nich miał czelność pójść za szefem gdy wychodził z pracy. Okazało się że kupił sobie bmke za 300+ tysiaczkow, ale parkował dwa osiedla obok żeby się pracownicy nie zorientowali że jednak tak źle z tymi pieniędzmi nie jest ;d
– jak rzuciłem wypowiedzenie zgodnie z ustawowym terminem to się dowiedziałem że się nie zgadza na taki termin. Musiałem go uświadomić że to tak nie działa że się może nie zgodzić 
Mam nadzieję że było miło, jak się spodoba to jeszcze coś się znajdzie bo to było miejsce absurdów
współpracownicy jak coś spoko 





