Historia od Dżony operator
Tyle razy Januszexy nas dymały, że teraz będzie jak to jako przeciętny Areczek koncertowo wykochałem w czarny pierścień patodeweloperską Januszerkę
Jak pasożyt!
NIE ZAPOMNIAŁEM O WAS!
Pracowałem na żurawiach wieżowych. Tych ogromnych dźwigach co na budowach stoją. Z racji, że minimalna krajowa zaczęła doganiać pracę operatorów, a kierownicy i tak w dupie nasz fach mieli, siłą rzeczy coraz bardziej i ja miałem w dupie ich. A, że naoglądałem się eksperta w bentleyu i innych takich postanowiłem pójść na swoje. A co? Rzuciłem robotę, ostatniego dnia, na pełną moc, puściłem z głośnika bluetooth kawałek kabanosa “odchodzę do widzenia wszystkim, żegnam mówię pa!”, wyszczałem się z dźwigu na budowę i odjechałem.
Poszło fatalnie. pół roku siedziałem zamknięty w pokoju pracując nad swoim projektem, który okazywał się być tysiąckroć bardziej skomplikowany niż przewidywałem w najgorszych nawet scenariuszach. Kasa się kończyła, nie mogłem skończyć projektu, a poprzedni pracodawcy z dźwigów co jakiś czas dzwonili… ehh
Kiedy już byłem bliski poddania się, podczas kolejnego, bezmyślnego scrollowania telefonu, znowu natknąłem się na naszą kochaną grupę o wspaniałych januszexach. Pisałem tu wcześniej posty o pracy na wysokościach i bardzo wam się podobały. (Niestety dostaję info, że facebook je usuwa za spam. Chyba już ich nie ma). Wtedy jeszcze były i wróciłem do komentarzy. Same pozytywne, a między innymi były takie, które chciały spisania tych przygód w książkę. No cóż. A zaraz potem potężny, dobrze znany łysol Andrzej Tate, też coś na rolce mówił, żeby książkę napisać. Czasu miałem sporo to usiadłem do klawiatury i zacząłem pisać.
Potem przypomniały mi się dawne przygody mojego niedawnego szefa, obecnie kolegi. Opowiadał jak to pracował na dźwigach, ale na leniwych budowach. Całymi dniami spał w kabinie, albo siedział tam z nosem w telefonie i jajami o beczkę walił. Nawet podczas godzin pracy na sauny chodził. Jako, że wtedy już zatrudniał operatorów, wpadłem na iście diaboliczny plan.
“Siedzę w domu i czas ucieka. Pieniądze też. Piszę książkę i mam laptopa. A gdyby tak pisać tą książkę nie przy biurku, ale na dźwigu? Siedzieć na górze w kabinie gdzie nic się nie dzieje i pisać tam? Na lapku? Dostawać przy okazji nędzną pensyjkę dźwigowego? W końcu jakieś leniwe budowy muszą przecież istnieć!”
Telefon w rękę i zadzwoniłem do tego kolegi. Czy da radę ogarnąć taką leniwą budowę na jakich kiedyś on sam pracował? Powiedział, że nie. No cóż, trudno. Próbowałem. Zaproponował normalną robotę, ale tego nie chciałem. Oddzwonił po niecałych pięciu minutach. DA RADĘ! Poprzestawiali operatorów i dadzą mi dźwig na skończonej już budowie. Tam, gdzie nie robili absolutnie nic! Laptop w plecak i wracamy na wysokości!
Jakim cudem to się udało? Śpieszę z wyjaśnieniem. Póki żuraw stoi na budowie, póty budowa za niego płaci. Jeżeli będzie potrzebny chociaż jeden ruch w ciągu całego dnia, operatorowi należy się cała dniówka. A skoro tak, to już niech siedzi tam cały dzień bo czemu niby nie skoro zapłacone? Tak oto trafiłem na budowę, gdzie robiłem może dwa ruchy na dzień, a czasem wcale. w kabinie dźwigu pisałem swoją książkę o odklejeńcach z placów budowy 
A czemu mi akurat taką budowę dali? Mogę zgadywać i widzę dwie przyczyny. Raz, że była ciepła wiosna i po prostu budowlanka wracała do życia. Budowlanka to praca sezonowa. Niewielu rozpoczyna projekty na zimę, stąd nie ma pracy. A jak nie ma pracy, a ludzie muszą jakoś żyć, to się przebranżawiają, albo wyjeżdżają. Wtedy co roku na wiosnę brakuje rąk do pracy. Latem bywa jeszcze gorzej. Dopiero na jesień się uspokaja, by zimą znowu zwalniać ludzi, bo przecież roboty nie ma. I tak w kółko. Ja akurat trafiłem na ciepłą wiosnę. Choć raz miałem farta.
Dwa, że pracowałem wiele lat i trochę mnie już znali. Chyba wiedzieli, że sram na dźwigi i nie przyjmę żadnej innej roboty. Dlatego operatora co tam siedział, wysłali na nową budowę gdzie miał normalną pracę. Jeden dźwig obstawiony, jeden problem mniej. A ja trafiłem na nieróbstwo. Pamiętajcie, że w tej branży nikogo nie obchodzi jaki jesteś dobry i ile masz doświadczenia. Sztuka jest sztuka, a kierownik budowy, ten który płaci, zawsze znajdzie sobie powód do niezadowolenia. Niezależnie od umiejętności dźwigowego. Z tej racji też wszyscy operatorzy zarabiają mniej więcej to samo gówno na godzinę. Chcesz więcej kasy? Zasuwaj na jedenasto godzinne zmiany.
Dlatego zamiast mnie, weterana, wysyłać na ciężką budowę gdzie przepracowałem całą dorosłość i dawałem radę, wysłali na leniwe nic nierobienie. Koniec końców płacący za to klienci i tak nie widzą żadnej, ważnej dla nich różnicy. Zawsze źle.
Siedziałem zatem na dźwigach pisząc książkę o tym jak do dupy jest pracować na dźwigach
Kiedy to zrobiłem, zaczynałem pisać scenariusze do odcinków na youtube gdzie opowiadam te historie. A kierownicy budów, ci z których w tej książce toczę tak potężną bekę, ci, których rozmontowałem na części pierwsze i wyjaśniłem wszystkie ich kretyńskie zachcianki i urągające logice zagrywki, cała ta wyszkształcona banda debili po studiach inżynieryjskich, wszyscy ci Janusze w białych kaskach z biur budowy, PŁACILI MI ZA TO, żebym mógł to wszystko napisać w swojej książce XD
Tak się stało! Książka jest wydana, sprzedaje się świetnie, pierwszy fizyczny, papierowy nakład wyprzedał się w dwa tygodnie i mam ogrom mega pozytywnych recenzji
Choć raz w tym kraju to podrzędny Areczek, a nie Janusz był pasożytem. Jak Huba co rośnie na zdrowym drzewie, tak ja sączyłem życiodajne pieniądze patodeweloperów. Dzięki temu napisałem książkę pt. potężni ryżodawcy xD Byłem jak tasiemiec! Nie robiłem nic, a wręcz tworzyłem obraz ich skretyniałych odchyleń, a te osły jeszcze mi za to płaciły xD
Dlatego drogie Mirki, taki z tego morał. Można coś osiągnąć w tym kraju, ale trzeba robić dla swoich ryżodawców dokładnie to co oni robią dla nas! Niektórzy są normalni, ale większości z nich należy się mniej niż minimum. Jeden wielki środkowy palec
Moi janusze to właśnie dostali i dlatego wreszcie zacząłem całkiem spoko sobie radzić! DZIĘKUJĘ!




