środa, 17 sierpnia, 2022
Strona głównaPiekielni szefowiePraca w salonie kosmetycznym

Praca w salonie kosmetycznym

Pracowałam w różnych salonach kosmetycznych oraz na wyspie manicure. Mogłabym książkę napisać o większości z tych miejsc, ale dzisiaj opiszę jedno z nich – pierwszy salon, w którym dostałam pracę po stażu (staż to trochę mniej ciekawa historia, ale to materiał na oddzielny post).

Dostałam umowę na 1/2 etatu, oczywiście reszta pod stołem. Faktycznie pracowałam 3/4, ale były obietnice, że później dostanę umowę na cały etat. No ok, pomyślałam, że dam szansę.

Moja szefowa była z tych, co uważają, że pracownik nie może usiąść na 10 minut i nic nie robić, tylko zawsze musi wydawać się być super zajęty i szukać sobie zajęcia na siłę. Nie dopuszczała również do sytuacji, w których pracownik mógł wyjść szybciej do domu, bo np. Wypadła ostatnia klientka, a wszystko było już zrobione. Robiłam w salonie wszystko – sprzątałam, robiłam zamówienia, odbierałam telefony, zapisywałam klientki, wykonywałam usługi, robiłam zdjęcia, tworzyłam posty na fanpage i instagrama, latałam po zakupy. Przynieś, wynieś, pozamiataj. Podam Wam kilka sytuacji, które doprowadzały mnie do szału.

1. Wybiórcze podejście do bezpieczeństwa i czystości.

W salonie nie było autoklawu (to taka maszyna do sterylizacji), a narzędzia były tylko dezynfekowane. Pilniki były używane wielokrotnie, podobnie jak kapturki (takie nasadki z papieru ściernego) czy tarki do pedicure. Szefowa próbowała wkręcać mi i klientkom, że narzędzia są sterylne, ale powiedziałam jej, że przecież widzę, że nie są, bo po sterylizacji są zapakowane w takie specjalne pakiety. Później szefowa kupiła autoklaw, ale nie kupiła tych pakietów, więc wszystkie narzędzia lądowały w jednym pojemniku, w którym ona później grzebała gołymi rękoma.

Moja szefowa nie uznawała rękawiczek, wiecznie mnie krytykowała, że zakładam rękawiczki i że je marnuję, bo po każdym użyciu je wyrzucam… Tak, jednorazowe rękawiczki nitrylowe kazała mi chować i zakładać ponownie (nie robiłam tego, więc zamówiła rękawiczki 2 rozmiary za duże).

Ta sama kobieta kazała mi szorować fugi między płytkami na podłodze przy użyciu szczoteczki do zębów.

Wiecie czego się dowiedziałam po latach? Że klientki uważały, że tam jest czysto, bo ona podłogę na kolanach myła. Niezła zagrywka, nie ma co.

Odnośnie bezpieczeństwa pracy – dostałam ostry ochrzan jak odmówiłam wejścia na krzesło obrotowe, aby wytrzeć z kurzu papierową lampę z Ikei.

2. Oszczędzanie na wszystkim – mieliśmy kalendarz, zwykły, papierowy.

Było nas trochę, więc w rubryczkach ciężko było się połapać. Proponowałam zakup oddzielnego kalendarza, ale przecież to zbędny wydatek. Wielokrotne używanie jednorazowych materiałów również było tłumaczone oszczędnością, przy czym jednocześnie w salonie pojawiały się co chwilę nowe dekoracje czy świeczki znanej firmy na Y, które nie kosztują 5zł, a szefowa co chwilę chwaliła się zakupem nowych butów czy absurdalnie drogiej torebki.

Szefowa oszczędzała również na pracownikach – robiła wszystko, aby płacić jak najmniej.

W styczniu wyliczyła mi wypłatę w wysokości 1750zł za grudzień, który jest najlepszym miesiącem dla branży i w dodatku pracowałam ponad etat, bo tyle było osób. Ona tłumaczyła to tym, że niby mi zmieniła (bez mojej wiedzy i zgody) podstawę na mniejszą, a procent na większy, żeby mi się bardziej opłacało…

3. Urlop? Ok, ale w listopadzie.

Nie mogłam wziąć urlopu latem czy wiosną, pozwoliła mi łaskawie wziąć urlop w listopadzie, ale tak, abym nie miała za dużo dni płatnych – urlop obejmował 11.11 i weekend.

4. Empatia poziom 0.

Moja babcia była już schorowana, leżąca i jej stan się pogarszał. Trafiła do domu opieki, później do szpitala i prosiłam, aby szefowa mi zapisywała klientki od 11, bo chcę jeździć do sąsiedniego miasta do babci. Niby powiedziała, że ok, ale dalej zapisywała mi klientki od 9. Później babcia zmarła, napisałam jej smsa, że nie będzie mnie w pracy tego dnia, bo babcia umarła i nie jestem w stanie przyjechać do pracy, a poza tym moja mama nie jest w stanie jeździć i załatwiać spraw związanych z pogrzebem. Robiła mi z tego powodu wyrzuty.

Dzień później wróciłam do pracy. Szefowa mnie oskarżała o psucie atmosfery w salonie, bo mało mówię i wyglądam na smutną. No ciekawe czemu…
Pogrzeb babci został zaplanowany na sobotę, w którą szefowa miała zaplanowaną imprezę urodzinową. Zrobiła mi aferę, że ona miała mieć wolne, bo musi się przyszykować na imprezę i może chociaż po pogrzebie przyjdę do pracy.

5. Rozstanie bez klasy i szacunku.

Po prawie roku bycia zwodzoną odnośnie umowy i sytuacji z babcią postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę – dostaję uop na cały etat albo odchodzę. Nie chciała mi dać umowy, więc wyciągnęłam z torby wypowiedzenie.

Po tym zaczął się istny cyrk – zabrała moje wzorniki (takie tipsy, na których malowałam wzorki, które potem mogłam odwzorować na paznokciach klientki), zabierała kalendarz i telefon, żebym przypadkiem nie podkradała jej klientek.

Kazała mi oddać klucze do salonu, więc sama nie mogłam do niego wejść ani z niego wyjść, co wykorzystywała, aby robić mi na złość. Usłyszałam, że ludzie pracują w ch*jowych warunkach na 3 zmiany ja produkcji i zarabiają 1200zł, a mi źle, chociaż pracuję w ciepłe i w miłej atmosferze.

Nie wytrzymałam miesięcznego okresu wypowiedzenia, odeszłam wcześniej, a ona mnie szantażem zmusiła do podpisania fałszywej listy obecności, gdzie miałam 9 dni urlopu (ona mi mówiła, że nie wykorzystam 2 dni), za które nie wypłaciła mi ekwiwalentu oczywiście.

Później babka robiła mi czarny PR gdzie się da.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE