czwartek, 8 grudnia, 2022
Strona głównaPiekielni szefowiePraca jako uczeń u dentysty

Praca jako uczeń u dentysty

Pracowałam, jako taki uczeń, u dentysty. Zasadniczo to mogłabym napisać cala książkę o tym co się tam działo, a teraz opisze kilka najważniejszych rzeczy:

1. Skąpstwo, skąpstwo i jeszcze raz skąpstwo szefowej.

Chyba w całym życiu nie spotkałam nikogo bardziej skąpego człowieka niż tamta doktorka. Kazała nam oszczędzać na dosłownie wszystkim (łącznie z prądem xD ). Wiec szły za tym różne takie:

* używanie jednorazowych produktów wielokrotnie, dopóki się nie zniszczyły..

Rękawiczki na przykład. Doktorka zakładała jedną parę rękawiczek, której potem używała u wielu pacjentów. Po każdym z nich po prostu dezynfekowała je, wywracała na lewa stronę i zakładała do następnego pacjenta, i tak przez cały dzień. To samo było wymagane od nas. Nie wspomnę już o dezynfekowaniu jednorazowych produktów. Powinno się po każdym użyciu cos takiego wyrzucić, a potem wziąć nowe. U nas jedynie się dezynfekowało i z powrotem do szuflady. I tak np. ktoś miał w buzi cos, co było dzień wcześniej u innego pacjenta, być może jakiegoś niehigienicznego starego dziada. Ta dezynfekcja to zresztą tez wątpliwej jakości, bo chemiczna mieszanka dezynfekująca była całkiem mocno rozcieńczona woda (przecież taki płyn kosztuje!! ).

* maseczki.

Codziennie nowa? Zapomnij. Nową maseczkę brało się standardowo po dwóch, trzech dniach. W normalnych czasach jeszcze to działało, ale takie luksusowe eldorado skończyło się, gdy nastała korona. Maseczki podrożały i były trudno dostępne, wiec co zrobiła szefowa? Zabrała wszystkie kartony z maseczkami do siebie do biura, zamknęła na klucz i oznajmiła nam, ze teraz jednorazowa maseczka medyczna ma wystarczyć na – uwaga – dwa tygodnie.

* zamówienia materiałów.

Oczywistą oczywistością jest, że zamawiane były tylko absolutnie najtańsze rzeczy w minimalnej ilości. Jak cos się kończyło to wpisywaliśmy to na taką listę, żeby było wiadomo co i ile. A wtedy przed zamówieniem co?

Doktorka siadała sama i wykreślała pojedyncze rzeczy twierdząc, ze przecież nie trzeba aż tyle kupować. ” Co? Znowu rolki z waty są na liście? Starczy nam jeszcze na trzy dni, nie będę na to wydawać pieniędzy! < wykreśla w nerwach rolki z listy > xD.

Siostra robiąca zamówienia, pani kolo 60 niemająca zbyt wiele wspólnego z komputerem, musiała spośród wszystkich dostępnych ofert wybrać najtańszą, wiec takie porównywanie cen i kompletne zrobienie zamówienia zajmowały jej ze 4 h ..

2. Zero szacunku do pracowników.

Darcie ryja na nich, przy pacjentach, gdy cos nie szlo, to był standard. Albo nieprzestrzeganie różnych praw.. Jedna koleżanka miała wypadek i złamała sobie szczękę (o ironio), była potem operowana i oczywiście na zwolnieniu.

Szefowa była przez cały ten czas naburmuszona. Potem, zanim zwolnienie się skończyło, innej topiarce się rozchorowało dziecko. I co? I doktorka dzwoni do tej po wypadku, ze absolutnie musi przyjść do pracy, pomimo że jest na zwolnieniu, ze inaczej nie da rady.. I przyszła, ze spuchnięta twarzą i na zwolnieniu musiała pracować. No to może, chociaż dostała za to wypłatę? Hahah. Nie.

Za te wszystkie godziny koleżanka nie dostała wynagrodzenia. No to może by gdzieś to zgłosić czy cos? Tez bez sensu, bo siostra doktorki była prawnikiem i było to wiadome wszem wobec, że z nią nie wygra się w sadzie, ani nigdzie zresztą.

Największym absurdem w tym wszystkim jest to, ze akcja odgrywała się w bogatych Niemczech, a nie w biednej Polsce.

Uff, aż się zestresowałam opisując te historie xD

Część 2

Wiec, kiedy już sobie wyjaśniliśmy kwestie używania jednej pary rękawiczek na cały dzień, dezynfekowania milion razy jednorazowych produktów i ogólnego skąpstwa, przejdźmy do rzeczy, które naprawdę były niefajne i za które można by ja naprawdę pozwać.

* odmawianie leczenia ” niewygodnym ” pacjentom.

Wszyscy np. z zakaźnymi chorobami byli automatycznie odsyłani do kliniki uniwersyteckiej (co pewnie było jedna z przyczyn takiego pobłażliwego podejścia do higieny – wiadomo było, ze skoro takich nie przyjmujemy, to nie może być cos zakażone np. hivem, wiec nie trzeba tego AZ TAK sterylizować, no i kończyło się to ” jedynie ” ewentualnym trzymaniem w buzi czegoś po kimś po samej dezynfekcji – nie zaraźliwe, ale obrzydliwe jak jprdl). Do leczenia ludzi typu uchodźcy, niemówiący po niemiecku bez tłumacza obok jakoś tez się nie kwapiła

* oszukiwanie w rachunkach w taki sposób, żeby dostać jak najwięcej od kasy chorych.

I nie żeby cos – niemieckie kasy chorych płacą dentystom konkretnie za zrobiona usługę, np. wypełnienie zęba, i mają to w dupie, w jaki sposób, wiec jasne jest, ze wszyscy trochę oszukują i ze wszyscy chcą zrobić jak najwięcej jak najmniejszym kosztem (np. u takiego zwykłego kowalskiego nikt raczej nie zrobi wypełnienia z koferdamem, jeśli da rade bez). Jednak to, co się tam działo to było przegięcie na maksa. U niektórych pacjentów wprowadzała dobrze opłacalne przez kasy leczenie, które wcale nie było im potrzebne.

Mam na myśli deep scaling (chyba tak to jest po polsku) u kogoś, kogo dziąsła nie były nawet zaczerwienione Akurat to jest bardzo łatwo oszukać, pokazać jakby było potrzebne, a nie da się w żaden sposób podważyć.

Za każdym razem tak dokumentowała, żeby to wyglądało na zajebiście trudne – np ze niby strasznie dużo śliny leciało podczas wypełniania i to uczyniło zabieg trudniejszym, i cyk – nikt tego nie udowodni ze tak naprawdę nie było, a za to jest nr usługi z katalogu i parę euro gratis.

I to jeszcze nic.

Przy piłowaniu zębów pod np. korony, ZAWSZE liczyła nadbudowę zęba (nie wiem, czy tak to jest po polsku.. Jak się na spiłowanym na pieniek zębie jeszcze zrobi wypełnienie). Jakby na tych zębach, na każdym z nich niby zrobiła wypełnienie, a wcale nie zrobiła..

Kolejna rzecz nie do udowodnienia (nie widać tego na rentgenie, a na tych zębach będą zaraz przyklejone korony, wiec choćbyś był doktorem habilitowanym, nie uda ci się stwierdzić czy te wypełnienia są, czy ich nie ma).

Największym hitem była jednak pacjentka, która miała problem z osemka – miala wszystkie inne zęby, a ósemka ja bolała i było widać w rentgenie zapalenie. Można by wyrwać, nie? No nie. Za wyrwanie kasa nie zapłaci dużo, ale pacjentka sama z własnej kieszeni zapłaci za droga ceramiczną koronę (co z tego, ze jej to nic nie pomoże z bólem)…

* Skąpstwo utrudniające zabiegi.

Przekłada się to, moim zdaniem, jak najbardziej na jakość leczenia. Np. normalnie są na fotelu dentystycznym dwa ssaki, duży i mały, a nam nigdy nie wolno było używać tego małego.

Czemu? Bo jednorazowy i kosztuje Albo inna rzecz, lampa do wypełnień! Podczas wypełniania zęba kładzie się materiał warstwami i każda z nich się utwardza światłem UV z lampy. Kilka razy. Nasza lampa była tak zniszczona, ze raz się ja włączyło i po jednym (!) zaświeceniu od razu się rozładowywała, wiec trzeba było podczas zabiegu nawet na pojedynczym zębie kilka razy ja odkładać na stacje lądująca i znowu przynosić

Wiec tak podsumowując, trochę ciężko było asystować przy wypełnieniu z materiału światłoutwardzalnego z wiecznie rozładowana lampa, bez koferdamu i bez małego ssaka

* totalny brak klasy i poziomu

Nieraz było strasznie wstyd w ogóle stać obok i słuchać tego co się dzieje.

1. namawianie pacjentów na jakieś prywatne, bardzo drogie usługi, np. prywatne czyszczenie zębów, ale w taki perfidny sposób ze to już! Jak najszybciej zróbmy termin! <Jak najszybciej mi zapłać xD > Z zewnątrz stoję normalnie obok, w myślach zapadam się pod ziemie

2. doktorka kiedyś zapomniała wczytać kartę ubezpieczeniową jednej babcinki po zmianie kwartału (np. babcinka była u nas wczoraj, ale to był np. 31.03 wiec jest dzisiaj już nowy kwartał, a ona o tym zapomniała). I co? Zrobiła u niej usługę wartą może 7 euro, ale i tak nie mogla jej policzyć bez jej karty.

To ty, weź rzuć wszystko i biegnij za nią! Na pewno jest jeszcze w okolicy, przecież idzie wolno, dogonisz i weźmiesz od niej kartę, wczytasz, a potem jej oddasz. Jprdl, jaki wstyd w ogóle! (dla ciekawskich: wiedziałam ze mnie szefowa obserwuje przez okno, wiec na tym widocznym kawałku chodnika się przebiegłam, ale potem odpuscilam gdy mnie już nie widziała.

Zobaczyłam babcinkę w oddali i wróciłam mówiąc ze jej nigdzie nie ma xD po czym oczywiście dostałam opierdol ze jak mogłam to odpuścić i ze to moja wina)

Ok, na chwile obecna chyba mi nie przychodzi nic nowego do głowy. Ciesze się ze to już przeszłość Jeśli chcecie się mnie o cos konkretnego zapytać to zapraszam

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE

Robert on Pani Kasia
Grzegorz Brzeczyszczykiewicz on Praca w warsztacie samochodowym w UK
Zombie driver on Klasyczny karynex