poniedziałek, 26 września, 2022
Strona głównaPiekielni szefowiePrzewóz psów i szef kombinator

Przewóz psów i szef kombinator

Kiedyś pracowałem jako kierowca międzynarodowy kat B. Pojazd bus do 3,5t a towarem były rasowe psy. Miałem przerwę od tej pracy rok, a potem znów wróciłem do tej samej firmy. Praca bardzo wymagająca fizycznie. Trasy po 5-7k km po Europie. Jeździło się we 2 kierowców, ponieważ bus ciągle musiał być w ruchu. Jeden prowadził a drugi w tym czasie spał oraz ogarniał psy, które wiadomo, swoje potrzeby mają.

Jako że jestem znacznie bardziej ogarnięty i pracowity niż pozostali kierowcy jako jedyny mogłem robić takie trasy samodzielnie. Pewnego razu przychodzę do roboty i dowiaduję się, że jeden kierowca nawalił i pojadę w trasę sam. No ale kiedy jedziesz sam, to jest jak praca Herkulesa. Jedziesz non stop jakieś 40 godzin, na krótkich postojach ogarniasz psy i zamawiasz dodatkową kawę. Pod koniec trasy wciąż walczysz ze sobą, żeby nie zasnąć.

Tym razem trasa kończyła się na południu Francji więc pytam szefa, czy nie będzie problemu, żebym wrócił przez Szwajcarię, bo kiedyś omijaliśmy te tereny ze względu na komplikacje celne. Szef mówi, że spoko można jechać, bo paka będzie pusta. Dopytuję, czy mogę się spodziewać jakichś niespodzianek w Szwajcarii, jako że tamtędy nie jeździłem. Ale odpowiedź przecząca, śmiało jedź nie ma problemu.

Ruszyłem i niemal od razu problemy, bo już w Niemczech zaczął szwankować służbowy telefon. I prośba Janusza czy mógłbym wyratować misję i skorzystać ze swojego telefonu, żeby nawigować a on mi dorzuci kasę za to. Zgadzam się i resztę podróży nawiguję swoim telefonem. Tak samo kontakt z Januszem i klientami. A to urwanie głowy, jedź, wyczyść psy, zrób zdjęcia, nagraj filmik dla klienta, szef dzwoni mówi, że on lepiej wie jak ominąć korek na autostradzie niż ja itp.

W końcu udaje mi się dostarczyć ostatniego pieska, klienci szczęśliwi, szef szczęśliwy, bo jeden kierowca zrobił robotę za dwóch. Pora się przespać gdzieś na parkingu we Francji, a potem powrót do domu.

Tutaj zaczyna się smaczek opowieści, bo faktycznie wracałem przez Szwajcarię i problem polega na tym, że ja nie wiedziałem czegoś, o czym wiedział Janusz, ale mi o tym nie powiedział. Otóż transfer internetowy w krainie dziurawego sera jest absurdalnie kosmicznie drogi. Po przejechaniu przez połowę tego niewielkiego kraju operator naliczył mi rachunek 1k zł za transfer danych, po czym automatycznie zablokował tę usługę.

Byłem delikatnie mówiąc niepocieszony, resztę trasy nawigowałem po znakach drogowych.
Ale teraz słuchajcie tego. Wracam do bazy i mówię Januszowi, jaka jest sytuacja. Że pytałem go, czy w Szwajcarii jest coś, na co powinienem uważać a on mnie nie poinformował o tak istotnej rzeczy. Wprawdzie stwierdził, że przecież „wszyscy to wiedzą” ale jednak przyjął moją argumentację, że specjalnie pytałem niespodzianki w tym kraju. Przyznał, że on o tym wiedział, ale założył, że każdy to wie.

Za kurs miałem zarobić 2k zł. Janusz mówi, że miał mi zapłacić premię 750 zł za pracę samemu, ale ponieważ daje mi już tysiaka na pokrycie rachunku telefonicznego, który jest wynikiem jego zaniedbania to on mi już tej premii nie da. Po czym jeszcze rzucił mi, że to w zasadzie jest jednak moja wina i on jest wielce wyrozumiały, że mi amortyzuje ten dodatkowy koszt. I na koniec cytat „ale jeśli Cię to pocieszy to jestem bardzo zadowolony z Twojej pracy”.

Czyli podsumowując. Zamortyzował mi dodatkowy koszt wygenerowany na moim prywatnym sprzęcie, z którego korzystając na jego prośbę uratowałem całą podróż. Koszt wytworzony w wyniku jego zaniedbania. I ponieważ on był zmuszony naprawić coś, co sam spieprzył to ja nie dostanę premii – która swoją drogą nie jest warta tego wysiłku. Wolę jechać we 2 i zarobić mniej, ale się tak nie zmęczyć.

No i tak mnie ten gumofilc pi**dolony wpienił, że kiedy miałem pojechać na następną trasę – zostawiłem go w ostatniej chwili i największej potrzebie bez kierowcy zdolnego ogarnąć zadanie.

PS. Za używanie mojego telefonu był bonus 50zł.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

2 KOMENTARZE

  1. Ale chyba wiesz, że istnieją nawigacje działające offline, bez potrzeby ciągłego połaczenia z Internetem? Google Maps nie jest jedynym programem do nawigacji…

  2. Jak radzili sobie kierowcy przed erą nawigacji? Aaaaa, znaki drogowe czytali! Oczywiście nie chce mówić, że szef zachował się fair.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE