poniedziałek, 28 listopada, 2022
Strona głównaPiekielni szefowieRekrutacja w Cebulandii

Rekrutacja w Cebulandii

Rozmowa rekrutacyjna w Toruniu na stanowisko produkcyjne w branży automotive.
Rekruterka z firmy: Czy ma pan jakieś doświadczenie w pracy z metalem, produkcją, logistyką itp. Bo u nas też jest obsługa wózków?

Ja: Mam średnie techniczne, dyplom zawodowy tokarza, certyfikaty spawalnicze MAG 135, TIG 141, uprawnienia na wózki widłowe, kilkuletnie doświadczenie w logistyce zdobyte w kilku krajach, w dużych firmach, znam 2 języki obce (angielski, hiszpański), mam ponad 3 letnie doświadczenie w obróbce metalu i w pracy przy konstrukcjach stalowych…

Rekruterka: A umie pan naprawić wózek widłowy gdy się coś zepsuje?

Ja: Od tego są mechanicy, ja trzymam się tylko obowiązków określonych w umowie, a przecież nie kandyduję na stanowisko mechanika, czy też do działu utrzymania ruchu itp… To nie konia problem, że wóz się przewrócił, prawda?

Rekruterka: A co pana motywuje do pracy?

Ja: Tylko i wyłącznie pieniądze…

Rekruterka: A atmosfera? Jesteśmy firmą o amerykańskich korzeniach i wszyscy mówimy sobie na ty, bez form „Pan Pani”

Ja: Atmosferą nie opłacę rachunków, ani nie wykarmię rodziny. Jednak w przypadku braku szacunku do mojej osoby opuszczę każdą firmę w trybie natychmiastowym. Forma „Pan” lub zwroty na „Ty” są mi obojętne i nie wpływają na moje postrzeganie opłacalności pracy w waszej firmie. Liczą się tylko pieniądze i to one decydują czy mam ochotę współpracować z kimkolwiek zawodowo.

Rekruterka lekko przybita moimi wypowiedziami ciągnie dalej:

W CV ma pan napisane że prowadzi pan też usługi prywatne dla firm. Jak pan pogodzi z to pracą u nas. Z czegoś trzeba chyba zrezygnować? Czemuś się poświęcić w 100%?

Ja: Naszą współpracę i jej zakres ma określać umowa, oraz grafik godzin pracy. W tych godzinach świadczę pracę dla was, ale później mój czas prywatny należy do mnie i pani pytania są nie na miejscu. Mam prawo pracować gdzie chcę i ile chcę, o ile nie łamię warunków naszej umowy. Poza tym dywersyfikacja dochodów jest mądrą rzeczą w obecnych czasach. Nie musząc być zależnym od jednego pracodawcy – mogę spokojniej spać…

Rekruterka: Pan kierownik miał być obecny przy rozmowie, lecz nie dotarł więc chodźmy na halę produkcyjną, oprowadzę pana i pokażę pana przyszłe stanowisko pracy…
(Myślę sobie: to się jeszcze okaże, bo o hajsie póki co ani mru mru…)

Wstaję z nią do wyjścia, nagle wchodzi kierownik produkcji:

Dzień dobry niech pan siada i opowie coś o sobie…
(Wszystko musiałem opowiadać od nowa)

Kierownik: Proszę zabrać pana na halę i pokazać co i jak…

IDZIEMY… Tup tup tup, proszę ubrać kamizelkę i stopery bo jest „lekki hałas”…

Wchodzimy na halę: Hałas taki że aż mi stopery tańczyły w uszach, zapylenie, brud, smród – ogółem Czarnobyl 2022… Rzucam okiem na pracowników, same wyniszczone robotą grzyby… Aha… No taaa…

Wracamy do biura i rekruterka: I jak wrażenia?

Ja: Dbanie o zdrowie pracownika chyba nie jest waszą mocną stroną? Ale mniejsza o to, porozmawiajmy o konkretach.

Czym chcecie mnie przekonać do pracy dla was i do zaakceptowania tak złych dla zdrowia warunków?

Reakruterka: Z racji, że ma pan sporo kwalifikacji i kursów to proponujemy 3400zł. brutto, dodatek od kierownika 300zł brutto, dodatek za nocki 287zł. brutto (robota na 3 zmiany), możliwość płatnych nadgodzin…

Ja: Ale ja nie chcę nadgodzin, bo cenię czas dla siebie i rodziny, na dodatek rozwijam się zawodowo i poszerzam kwalifikacje – potrzebny mi jest na to czas…

Rekruterka: OK to bez nadgodzin.

Ja: To ile? Realnie?

Rekruterka: Bez nadgodzin zarobi pan u nas łącznie jakieś 3000zł netto… (umowa o pracę tymczasową przez agencję)

Ja: Przepraszam czy to jest jakiś „prank”? Ukryta kamera, czy jak?

Rekruterka: Niestety nie możemy więcej zaoferować…

Ja: W takim razie ja też nie mogę wam nic zaoferować, bo za te pieniądze nie chciałbym tu nawet przebywać, co dopiero pracować w takim syfie i hałasie…

Dziękuję za zmarnowanie mi ponad godziny czasu. Do widzenia…

Rekruterka nie wiedziała, gdzie uciec wzrokiem…

KURTYNA

Dodam, że na rozmowę miała przybyć cała grupa kandydatów, a finalnie byłem tam tylko ja, firma od dłuższego czasu ma problem ze znalezieniem pracowników, jednak nie wyciąga ze swoich postępowań żadnych refleksji. Ciekawe czy góra też pracuje tam „dla atmosfery”? Bynajmniej z „Ameryką” nie mają nic wspólnego, poza nazwą…
Chyba czas na kolejny zagraniczny wyjazd, może tym razem już na stałe? Przestałem jakoś wierzyć w ten kraj, tu chyba nigdy nie będzie normalnie…

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE