poniedziałek, 28 listopada, 2022
Strona głównaPiekielni szefowieZajście w ciąży w pracy w januszexie

Zajście w ciąży w pracy w januszexie

Przez „pranie mózgu” od byłego szefa i jego gadanie myślałam, że załapałam przysłowiowego Pana Boga za nogi z pracą. Jednak wszystko, co „dobre” szybko się kończy.

Każdy zna zapewne różne historie o tym jak kobiety wyłudzają zatrudnienia na poczet ciąży i macierzyńskiego, jednak są też sytuacje odwrotne i o takiej właśnie dziś napiszę.

Pracowałam w tej firmie długo, myślałam, że jest super…do czasu…

Zacznijmy od tego, że ponad 3 lata prosiłam się o zmianę umowy o pracę z 1/2 etatu na cały… W końcu pracowałam po 8 godzin lub więcej, udało się uprosić. Przez wcześniejsze lata na moje pytania o zmianę wyżalał mi się, że mu ciężko finansowo, że jego żona nie pracuje, nie ma dochodów i nie ma z czego płacić całych składek do umowy. Ja głupia mu wierzyłam i było mi go szkoda. Po jakimś czasie jak już umowy na cały etat się doprosiłam poinformowałam go, że chciałabym powiększyć rodzinę o dziecko. Nie miał nic przeciwko, stwierdził, że okej.

Dopiero jak poinformowałam o ciąży zaczęły się „cyrki”. Chciał wymusić na mnie zwrot połowy wartości składek do ZUS i innych, które płacił, zażądał 1000zl co miesiąc, ponieważ „niedługo nie będę w stanie dla niego pracować” nie zgodziłam się, pokręcił nosem, obraził się.

Do pracy chodziłam mimo codziennych wymiotów, zgag, krwotoków z nosa, bólów głowy, wiadomo potrzebne mi były pieniądze, praca była stojąca, dostałam rwy kulszowej, mój organizm nie dał rady i w 5 miesiącu wylądowałam w szpitalu.

Codziennie pytał kiedy wracam do pracy, czy już wychodzę, bo ludzie są wpisani w grafik.

Jakie było jego oburzenie jak poinformowałam go, że zostałam skierowana na leżące L4 przez zagrożenie porodem przedwczesnym (no jednak praca 8 godzin na stojąco nie sprzyja raczej w tym wypadku) zadzwonił, że nie wypłaci mi chorobowego za te dni kiedy podpadam pod niego z wypłatą oraz mam mu oddać za składki, bo „nie zarabiam na niego teraz i on nie ma skąd wziąć na te opłaty”.

Postraszyłam go PIPem. Dostałam przelew…ale…za małą kwotą, musiałam się upominać dwa tygodnie o wyrównanie (to nie były kosmiczne sumy, umowę miałam na najniższą krajową do tego nie miałam 26 lat więc podatek odpadał).

Niby przypadkiem źle puścił dokumenty do Zusu odnośnie mojego chorobowego, błędy w papierach, które sama musiałam korygować, nieterminowe wysyłanie dokumentów.

Finał? 3 miesiące oczekiwania na jakiekolwiek pieniądze. Dokumenty odnośnie macierzyńskiego puścił do zusu 29 dni po porodzie, to również opóźniło wypłatę. Najpierw umowę zmienił mi do dnia porodu, później do końca trwania macierzyńskiego, teraz walczę, ponieważ nie chce wypłacić mi ekwiwalentu za urlop, który powinnam dostać skoro sam nalegał na umowę do końca macierzyńskiego…dodatkowo w świadectwie pracy porobił mi takie błędy, że nie mogę się zarejestrować w urzędzie pracy, (wpisane 0 dni urlopu za cały czas zatrudnienia, niewpisany urlop macierzyński, buba na bubie) sprawa trafiła do PIP, mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni.

Dodatkowo Janusz biznesu nigdy w życiu nie zapłacił mi za żaden urlop, na jakim byłam, bo „przecież nie pracowałam to, za co mam dostać pieniądze”, a jak podczas lockdownu zamknęli nam firmę to przywiózł „wynagrodzenie” w wysokości 500zl za półtora miesiąca.

Teraz się dowiedziałam, że koleżance, która tam została za cały miesiąc chorobowego (połamała się) zapłacił 700zl. Czy żerowanie na pracownikach kiedyś się skończy?

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE