środa, 25 maja, 2022

Slodko-gorzki menager

Od sierpnia 2020 roku rozpoczęłam prace w cukierni. Na początku nie wydawało się źle – praca na drugim końcu miasta i po 10 godzin, ale większość czasu nie była co robić, galeria mała to i spokój. Oczywiście umowa zlecenie. Wszystko było ok do czasu odejścia menagerki, na której miejsce wszedł jeden z pracowników, który jej pomagał.

Grafik zaczął się rozplywac – pod koniec dnia pracy (gdzie następny miał być wolny) otrzymuje telefon ze mam jutro przyjść za niego na zmianę i ze nie jest to bynajmniej prośbą. W dzień świętego Marcina, gdzie rogale to podstawa, wystarczyło ich na pierwszą godzinę pracy. Na informacje o tym, manager zapewnił o kilku dostawach tego dnia, co nakazał powiedzieć klientom. Do zamknięcia niestety świeciłam tylko oczami i słuchałam wyzwisk od głodnych lukru i maku klientów.

Po czasie zaczął się mobbing i wyrabianie 250 h miesięcznie – „to nie prośba… Ale hajs się przyda, co?”

Może powiecie że byłam jeleniem, ale byłam w mieście nowa i musiałam utrzymać się za wszelką cenę – wiemy jak trudny był to okres na rynku pracy.

Na 3 dni przez świętami Bożego Narodzenia grafik został wydłużony do 15 godzin, przez owe 3 dni pod rząd. Od kilku dni czułam się źle, jednak 22 grudnia podczas pracy dostałam duszności i zdecydowałam się na wykonanie testu. Manager oczywiście każdą siłą próbował przekonać mnie ze to minie i muszę być na jego zmianie.

Skończyło się na tym, że trafiłam na kwarantannę.

Koniec końców, mimo znoszenia mobbingu, zaangażowania i bycia na każde zawołanie, z końcem roku, podczas pobytu na kwarantannie otrzymałam telefon z wyrzutem, że z racji, że wystawiłam go perfidnie i specjalnie w okres świąt, umowa nie zostaje przedłużona a premia kwartalna niewypłacona.

Tak to zostałam na lodzie.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE