poniedziałek, 28 listopada, 2022
Strona głównaPiekielni szefowieJak ona będzie z nami beton mieszać...

Jak ona będzie z nami beton mieszać…

Historia tyczy się oddziału dużej niemieckiej firmy, mieszczącego się na Śląsku.
Firma, która się chwaliła „działem konstrukcyjnym”, składającym się z dwóch stanowisk „konstruktor” i dwóch „automatyk”, szukała dwóch osób do tego składu (po jednym automatyku i konstruktorze).

Ja dostąpiłem tego szczęścia i zostałem zatrudniony pierwszy, jako automatyk.

Zapowiadano prace związane ze sporządzaniem dokumentacji, rozmowach z klientami, rysowaniu schematów, pisaniu programów na sterowniki, czasem ewentualnym składaniu na warsztacie zaprojektowanych przez siebie szaf sterowniczych i uruchamianiu tych urządzeń u klienta. Projekty miały być generalnie małe, no bo wiadomo, że tylko takie dałoby się przerobić przy tak różnorodnych obowiązkach. Generalnie nietypowa dość propozycja (na ogół oferty dla automatyka dotyczą tylko jednej z tych funkcji), ale bardzo ciekawa, coś ambitnego, dającego się rozwijać, a jednocześnie nie siedzenie non-stop przy biurku. Bardzo przypominało pracę jakby w swojej małej działalności, której nie wykluczam kiedyś sobie założyć, więc też był to atut, żeby się nauczyć takiego wykonawstwa od początku do końca.

Kiedy zacząłem pracę, okazało się, że aktualnym projektem na tapecie jest dostosowanie linii produkcyjnej do wymogów bezpieczeństwa. Brzmiało fajnie, sternik safety, funkcje bezpieczeństwa, bezpieczne zatrzymanie, muting… nie jest to łatwa tematyka, super okazja, żeby się nauczyć… tak pomyślałem…

Niestety każdą wizytą na obiekcie (które okazały się odbywać nocami, o czym na rozmowie rekrutacyjnej nie uprzedzono, mówiono jedynie o delegacjach zamykających się w ośmiu godzinach), okazywało się, że te prace sprowadzają się do stawiania żółtego ogrodzenia.

Człowiek, który był tym drugim automatykiem, był tam jednocześnie samozwańczym kierownikiem (chciano mu powierzyć oficjalnie taką funkcję, ale buntował się, że nie chce – widocznie zależało mu jedynie na rządzeniu, a nie na odpowiedzialności), kazał się nam ubierać w ubrania robocze, wozić przęsła i słupki do malowania, odbierać je, kupować po drodze materiał budowlany i na miejcu robić fundamenty pod słupki tego ogrodzenia.

Innym, jak on to określał „projektem” była akcja relokacji… magazynu części zamiennych w jednej z fabryk. Odbywało się to między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, po 12 godzin dziennie (nadgodziny do odebrania kiedyś tam, jak nie stracisz rachuby, bo nierejestrowane nigdzie). Swoją drogą też przy tej okazji oznajmiono mi, że w tej firmie ten termin oraz lipiec i sierpień są zakazane, jeśli chodzi branie urlopu, gdyż wtedy u klientów są przestoje i trzeba robić prace serwisowe (jakoś nikt nie wspomniał o tym też na rozmowie kwalifikacyjnej).

Dopełnieniem całego obrazu tej firmy była sytuacja, kiedy na rozmowę o pracę na stanowiska konstruktora przyszła dziewczyna (taka laska w pozytywnym tego słowa znaczeniu, ładna dziewczyna, która wiadomo, że ma lakier na paznokciach, jakiś pierścionek, bransoletkę itp.). Wówczas największym dylematem były nie jej kwalifikacje, a to, jak ona będzie z nami mieszać beton we wiadrze, to co za użytek z takiego konstruktora.

„Widzisz jak to u nas, trochę poprogramujesz, trochę ponosisz, trochę pomieszasz betonu, trochę poprojektujesz… fajnie u nas, prawda?” – taki mądre teksty było tam słychać.

W momencie jak odchodziłem, to się dowiedziałem ,że fajnie się ze mną pracuje, ale i tak wolą kogoś innego, z większym doświadczeniem (na pierwszą pracę, to może ktoś się na takie coś zgodzi, ale ktoś z dorobkiem, to… ekhm…)

Przez 9 miesięcy pracy tam nie dotknąłem się żadnego sterownika programowalnego i narysowałem 4 strony schematów.

Nie zawarłem w tym wywodzie wszystkich kwiatków nazbieranych tam, ale musiałbym chyba z 10 stron a4 spłodzić. Niemniej sens myślę, że udało mi się przekazać.

Pobyt tam przynajmniej mi podsunął stos pytań do zadawania przy rekrutacji, na które w życiu wcześniej bym nie wpadł XD

Aha, umowy też były podpisywane po terminie, a pensje na nich nie takie, jak wcześniej dogadywane (oczywiście wiadomo z czyją stratą i korzyścią)

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE