poniedziałek, 28 listopada, 2022
Strona głównaPiekielni szefowieMobbing na polskich uczelniach

Mobbing na polskich uczelniach

Tam to się dobrze bawią za pieniądze polskich podatników, nie mówiąc o tyraniu studentów a zwłaszcza wyzyskowi doktorantów i młodych asystentów i adiunktów u progu kariery. W sumie pisanie doktoratów, recenzje, konkursy, granty badawcze, plagiaty to kawał materiału na dobry kryminał. Może są tutaj osoby które miały takie historie z uczelniami. Przytoczę je kilka, nie będę podawać nazw uczelni:

1. Wydział prawa to jest moja prywatna historia, studiowałem administrację bardzo dużo udzielałem się naukowo niestety dzięki naiwności wtedy pod wpływem promotora, który chciał szybko habilitować się, wypromować dwójkę doktorów i dostać profesora od prezydenta. Jednak uczeń przerósł mistrza, moje publikacje dzięki temu, że były porządnie pisane są cywane w artykułach i kodeksach prawnych Beck and Wolter Kluwer. Po prostu w 2013 roku zmieniono przepisy gdzie ułatwiono bardzo szybko awans na habilitację, wystarczyło pisać książki i artykuły. Niestety co przeżyłem to był koszmar ze strony pracowników i doktorantów uczelni. Takiej zawiści chamstwa plotek i intryg nigdy więcej w życiu się nie spotkałem na swój temat. Sekowanie, plotki, mobbing, dziwne sugestie, nastawianie studentów przeciwko mnie z roku, że coś ze mną jest nie tak. Bo byłem pro aktywny i dużo się udzielałem, ale niestety nie miałem mocnych pleców na uczelni.

Traktowali mnie jak konkurencję do wytępienia. Bo nie należałem do wzajemnego kółka lansu i adoracji i w sumie cieszę się. W branży prawnej nigdy nie pracowałem, bo mi się odwidziało jak się naoglądałem jak wyzyskuje i do jakich patologii dochodzi w kancelariach i publicznych urzędach. Generalnie na uczelniach jest przyzwolenie na mobbing, sekowanie w spadku po PRL. Zmieniłem zawód i wyjechałem w świat to była najlepsza rzecz jaką zrobiłem. Dzisiaj się śmieję z tego kto pracuje na uczelni, że bali się 25-26 latka z dorobkami?

2. Kolega pisze już 8 rok na wydziale ekonomicznym doktorat. Jego tata jest profesorem na uczelni. Prywatnie bardzo skromny i pracowity chłopak. Dał się wciągnąć na doktorat za namową promotora. On wie doskonalne, że po obronie nie zostanie na uczelni, bo nie ma miejsc i studentów. W międzyczasie wyszły animozje pomiędzy jego promotorem i jego ojcem, odrzucił jego ojcu książkę habilitacyjną do recenzji. Dał mu negatywne recenzję. A jemu ciągle wytyka błędy, mimo że praca jest napisana na 400 stron z dużą ilością praktycznych przykładów również zagranicznych dalej nie widać końca, aby zostać dopuszczonym do obrony. W czerwcu jest jego ostatni termin, aby to zakończyć lub rzucić w dziady, bo promotor przechodzi na emeryturę wtedy.

3. Wydział techniczny politechniki, bardzo zdolna i skromna dziewczyna studiowała coś pomiędzy chemią a fizyką. Promotor robił z obroną pracy doktorskiej. Niektóre dziewczyny porzucały doktorat i poszły robić do korpo. Laska pracuje na jednej z lepszej uczelni w Europie. Opowiadała o plotkach insynuacjach sekowaniu i poniżaniu.

4. Wydział medyczny – znajoma lekarka po 50 ze znajomością języków obcych rzuciła po habilitacji uczelnię i pracuje za granicą na własnej praktyce lekarskiej i jest bardzo szczęśliwa ze swoją rodziną również z kasy. Opowiadała o układach koneksjach powiązaniach rodzinno towarzyskich, ona była spoza kręgów, bo była zdolna. Opowiadała o podejściu do doktorantów jak do taniej siły roboczej. Ma czas na wnuki i dzieci.
Ktoś mi powie czy z dzisiejszej perspektywy warto było robić takie numery ludziom, żeby pracować za 4 lub 5 k netto plus może jakieś granty na uczelni w charakterze nauczyciela przy takiej inflacji i kosztach życia co jest niczym? Nie można normalnie podchodzić do ludzi? Dawać możliwości i szansę na rozwój?

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE