poniedziałek, 28 listopada, 2022
Strona głównaPiekielni szefowieOszukiwanie na wypłacie

Oszukiwanie na wypłacie

Sprawa miała miejsce w 2010 roku, rok po ukończeniu studiów 1 st. jako inż. budownictwa a będąc w trakcie 2 stopnia postanowiłem zmienić pracę w firmie remontowej w której pracowałem jako pracownik fizyczny, na „coś lepszego”, tudzież lepiej płatnego (miałem wtedy stawkę 8 zł/h).

Po przejrzeniu ogłoszeń w internecie wysłałem CV w kilka miejsc, gdzie szukali majstra/inżyniera budowy, no po prostu coś zdolnego z moim wykształceniem i doświadczeniem (w firmie pracowałem 3 lata i studiowałem zaocznie). Odezwali się z jednej firmy z Kielc, jest zaczęta nowa budowa, potrzebny jest ktoś, kto zadba o dostawy materiałów, powie ludziom co mają robić, potrafi czytać rysunek itp.

Stawka 15 na godzinę, o matko, bajka, prawie 2x tyle, co zarabiałem do tej pory. Pożegnałem się z obecnym pracodawcą bardzo sympatycznie, powiedział, że zawsze mogę wrócić itp ale ja już miałem w głowie wielkie plany. Nowy pracodawcą dał mi umowę, zrobiłem badania, podpisałem co trzeba i od poniedziałku nowego tygodnia stawiłem się w pracy.

Atmosfera spoko, był kierownik budowy, który przyjeżdżał rano, siedział do południa, wsiadał w służbowy i odjeżdżał w siną. Zjawił się szef, coś tam pokazał, zaznajomił z ludźmi, na budowie był cięć w pakamerze, który pilnował w nocy magazynu budowy, no mowie konkret firma, jak nawet jest cieć i własny kierownik budowy. Szef spytał czy potrzebuję telefon służbowy, żeby dzwonić czy do niego, czy do kierownika, czy zamawiać materiały na budowę, no pewnie ze chce 😄 miał mi przywieźć Paweł na drugi dzień. Paweł, czyli kierownik na drugi dzień nic nie wiedział, obiecał się przypomnieć.

No ok, pracujemy, musiałem kilka telefonów wykonać z prywatnego telefonu (wtedy minuta kosztowała jakieś 29 groszy). Tak zleciał cały miesiąc aż przyszło do wypłaty. Weszło mi na konto ledwo ponad 1000 złotych, czyli minimalna stawka z umowy, która podpisałem. Paweł miał przywieźć resztę „do ręki”. Paweł o niczym nie wie, ma się przypomnieć u szefa.

O telefonie już dawno zapomniano, a mnie przyszedł rachunek z Orange na ponad 100 zł, gdzie służbowo wydzwoniłem jakieś 60… Pracujemy dalej, połowa miesiąca, ani Pawła, ani telefonu, ani reszty pieniędzy. Dzwonie, Paweł drze japę, że mu głowę zawracam, dzwoń se do szefa. Szef nie odbiera, budowa 50km od siedziby, nie pojadę przecież…

Minął kolejny miesiąc, pierwszego standardowo, przyjeżdża Paweł, płaci ludziom, rozlicza ciecia i się zabiera, wołam go i pytam, czy ma dla mnie kasę, nie ma, szef nic nie dał, dzwoń do niego. No i co, telefonów nie odbiera, pracować trzeba, byłem ambitny i jakoś prowadziłem ten przybytek za tysiaka do ręki. Przeliczcie sobie, dostać tysiaka za miesiąc, to 50 zł dziennie, przy 10 godzinach pracy w budowlance wychodziło mi 5 zł na godzinę.

Czara goryczy się przelała kiedy podsłuchałem Pawła rozmawiającego z cieciem. Cieć chciał żeby mu podniósł z 1800 miesięcznie na równe 2000, na co Paweł wyciągnął 200, dał mu i powiedział „trzymaj a ja odbiorę od starego”. Nosz kurw. stary pryk siedzi w pakamerze na nockach i pewnie większość czasu śpi, dostaje 2x więcej niż ja. Zabrałem rzeczy, wsiadłem i pojechałem do szefa. Siedzi w biurze, zachodzę. „No cześć, czemu nie jesteś na budowie? Kto pilnuje?” Mówię, nie wiem, może ten cieć co zarabia 2x więcej ode mnie? Proszę mi wyrównać wynagrodzenie do obiecanego i wracam, jeśli nie, to dziękuję za współpracę.

Oczywiście, dam ci, wracaj tam, Paweł ci przywiezie. To była środa, no mowie już ch z tym, do piątku dociape, i morduje Pawła telefonami. Do piątku nic się nie zmieniło, zatem wziąłem co miałem, oddałem klucz cieciowi i się pożegnałem z ekipą. Uwierzcie mi, od poniedziałku co pół godziny dzwonili na zmianę szef i Paweł, co ja odwalam, przeze mnie wszystko stoi, materiał potrzebny ludziom, teraz Paweł musi być przeze mnie na budowie od rana do wieczora.

O jak mnie to nic nie obchodziło 😅 dzwonili tak cały tydzień, z innych numerów których nie znałem, w końcu dali sobie spokój. Później tylko przyszło świadectwo pracy i pit, czytałem jakieś pół roku później, że mu Urząd Miasta zerwał kontrakt z powodu opóźnień, wiem, że po moim odejściu odeszło też dwóch fizycznych, mieliśmy jeszcze jakiś czas kontakt, mówili że jak mnie nie będzie, to oni stąd też idą 😄 wiecie, 12 lat temu dostać tysiaka za miesiąc pracy na budowie jako majster to było jak w pysk dać.

W dodatku z tego tysiaka zapłacić za dojazdy do pracy, telefon i coś do jedzenia na cały dzień, to jak liczyłem zostawało na czysto 300 zł, nic tylko zawojować świat 🙈 pozdrawiam ciepło tych, którzy doczytali całe 😄

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE