poniedziałek, 6 lutego, 2023
Strona głównaPiekielni szefowiePraca w fotowoltaice u janusza

Praca w fotowoltaice u janusza

Przed wybuchem pandemii pracowałem w biurze nieruchomości gdzie głównie zajmowałem się sprzedażą domów i działek pod Lublinem. Gdy zaczął się lookdown rynek praktycznie siadł, a ja miałem swoją działalność i żyłem głównie z prowizji. Miałem coś odłożone, ale wiadomo, ZUS duży, nowych tematów nie ma coś trzeba zarabiać, zanim przejem oszczędności, bo nie wiadomo ile będzie to trwać.

Powysyłałem CV w różne miejsca od produkcji na fabrykach po pracę w banku w placówce. Po dwóch dniach odezwał się on. Janusz. Praca w fotowoltaice, że rozmowa jak chce to nawet dziś i że zapraszam. Po wysłaniu 100 CV nie mam prawa pamiętać każdej firmy więc poszukałem i patrzę, że całkiem ok. Umowa o pracę plus prowizje, samochód laptop itp dają no dobra idę. Zaznaczam, że na fotowoltaice nic się nie znałem. Podjechałem pod wskazane miejsce, spory biurowiec myślę ok wygląda dobrze. Rozmowa tez ok przekazałem swoją wizję jak ja to chce robić. Wspomniałem, że nie będę chodzić po domach czy wydzwaniać jak automatyczna sekretarka, bo mi to w ogóle nie pasuje. Powiedział, że jasne, że moje pomysły są bardzo ciekawe i już od razu zaproponował mi pracę co mnie bardzo zdziwiło, bo za drzwiami czekało jeszcze z 3 może 4 osoby. Poprosiłem o dzień do namysłu i się pożegnałem.

Prześwietliłem dokładnie tę firmę, bo coś mi tu nie pasowało. Ale patrzę, że spółka od 3 lat, że miejsce, gdzie będę pracować to będzie fillia już działającej prężnie firmy z siedzibą w Warszawie, a ta filia będzie działać w moim rodzinnym Lublinie a poza tym mają jeszcze fillie w kilku dużych miastach. Podstawa nie była za wielka, bo tylko trochę ponad minimalna, ale zawsze coś. Tak w gwoli wyjaśnienia nie zamknąłem działalności, bo tematy w nieruchomościach potrafią ciągnąć się miesiącami a przed pandemia miałem już kilka w toku, tylko że nowe nie wpadały, ale nie chciałem tracić prowizji.

Janusz po moim telefonie, że biorę tę robotę i mogę zacząć praktycznie od zaraz bardzo się ucieszył i powiedział, że da znać co i jak bo musi dla mnie załatwić nowe auto służbowe, bo trzeba będzie zamówić to i tamto dla mnie, ale odezwie się niedługo teraz jest zajęty. Nie odzywał się tydzień. Już myślałem, że po temacie no bo jak ktoś mówi, że oddzwoni to raczej max na drugi dzień, ale zadzwonił w końcu i mówi, że szkolenie w centrali w Warszawie, że od poniedziałku (był piątek), żebym jechał już w niedzielę, bo tam mnie wszystkiego nauczą i odbiorę od razu wszystkie sprzęty. No dobra co mi tam, jest pandemia, wszyscy w domach a ja na szkolenie, ale ok. Dostałem adres hotelu i pojechałem.

W poniedziałek podjechałem taxi do biura, patrzę wszystko nowocześnie w nowym biurowcu z 6 przedstawicielami, właściciel gdzieś około 40tki w dresiku na luzie. Podpisałem umowę i się szkoliłem. Osoba mi przydzielona mega spoko gościu widać, że w temacie od dawna zachwalał, że miód cud orzeszki, że szef kozak i każdy się lubi, że nie to, co miał ostatnio, że kasa dobra, bo prowizję spore i dużo tematów.

Gdy zapytałem o mojego przełożonego w Lublinie powiedział, że on to znajomy szefa, że wcześniej w budowlance robił i że też spoko. No kurr praca marzeń. W międzyczasie mieli załatwiać mi samochód więc do biura taxi jeździłem luźny szefo bez gadania płacił. Przed wyjazdem do domu w piątek pytam, czy służbowym wrócę do domu, bo nie wiem, czy mam zamawiać bilet. Przedłużyło się Janusz da Ci w poniedziałek jedz pociągiem. Dzwonię do niego, że będę w poniedziałek, że jak coś to w biurze się spotkamy a on, że ok.

Przyjeżdżam do miejsca, gdzie była rozmowa a tam pusto. Dzwonię do niego nie odbiera co jest. Oddzwonił i mówi, że tam to nie biuro tam tylko rozmowy przeprowadzał i że mam jechać tu i tu. Jestem na miejscu a tam domki jednorodzinne. Myślę sobie no tak od razu praca w terenie czy coś, ale nie, wychodzi Janusz w roboczym stroju i zaprasza do środka.

Tak to był jego dom i zrobił w nim miejsce na biuro dla mnie i co się okazało jeszcze jednego kolesia co pracuje od miesiąca. Powiedział, żebym poczekał, bo on po auto do mechanika jedzie i zaraz będzie. Ok czekam. Typ z którym miałem pracować mówi że na razie ciężko, bo pandemia się zaczęła i nikt spotkać się nie chce, że on dzwoni po znajomych i mało kto co chce.

Po chwili wchodzi Janusz i zaprasza na podwórko a tam stał on, zdezelowany trup z 300 000 km przebiegu. Zapytałem, czy muszę przyjeżdżać codziennie do „biura” bo mogę bez problemu w domu popracować jeśli można. Nie ma problemu rób co chcesz itp stwierdził Janusz. No dobra no to pierwszy miesiąc udało mi się załatwić 3 instalacje, przedzwoniłem po starych klientach i 3 wzięło. Janusz wniebowziety, bo to pierwsze instalacje na jego terenie i będzie robota bo on te panele sam kładł z jakimś Ukraińcem. Po miesiącu czekam na prowizję a na koncie nic. Okazało się, że Janusz wypłaca mi to do ręki. Za 3 instalacje dostałem 800 zł gdzie powinienem dostać 4400! Powód dałem za niskie ceny i firma musi mi to obciąć z prowizji. Szkoda, że nikt mi o tym nie powiedział, że jak używam promocji, która była w systemie to znaczy, że mniej zarobie, kolega z biura o tym też nie wiedział, bo w końcu żadnej instalacji nie zrobił ale twardo mówił, żebym tak robił, bo dzięki temu wezmą, bo dobra cena będzie a tu cena się wygrywa.

Siedzę w domu, bo jak wspomniałem nie bardzo mi biuro odpowiadało i dzwoni Janusz. Wielka pretensja, że nie dzwonię do ludzi, bo sprawdził billing służbowego i tam praktycznie nic. Grzecznie mu tłumacze, że dzwonię z prywatnego, bo ten numer znają i mam jeszcze trochę klientów z którymi pracowałem ze starej pracy i wspominałem przecież o tym już na samym początku. Hur durr dzwon ze służbowego i koniec. Czerwona lampka się zaświeciła, bo przynoszę klientów rzetelnie pracuje to czemu mu teraz nie pasuje. Wrócę jeszcze do auta, czyli trupa, który psuł się raz w tygodniu i w końcu padł po miesiącu jeżdżenia. No to musiałem jeździć swoim przez miesiąc, zanim go naprawili a kasę oddawał mi do ręki za paliwo.

Umowę miałem na czas próbny na 3 msc. Po dwóch miesiącach miałem 5 instalacji nie dużych, ale zawsze a kolega z biura żadnej po 3 miesiącach (okazało się, że to był jakiś jego kumpel budowlaniec). Jednak po tym czasie udało mi się znaleźć klienta na złotego gralla fotowoltaiki pięćdziesiątka, czyli instalacja, na którą nie trzeba pozwolenia budowlanego i taki temat robi się tak samo szybko jak zwykła piątka i nie trzeba czekać 6 MSC na wszystkie zgody. Prowizji za to około 10000 czekamy już tylko na załatwienie kredytu, bo to firma, czyli max 3 tygodnie.

U Janusza korba się odkręciła, zamiast się cieszyć, że robota itp kazał mi siedzieć w „biurze” dzwonić do ludzi, bo jedna pięćdziesiątka wiosny nie czyni. Wspomniałem, że umawialiśmy się, że mogę pracować zdalnie a on, że już nie i mam tam być. No dobra przeżyje. Kolega poinformował mnie, że jak nie ma roboty to Januszowi zawsze odpierdala i czuję się jak brygadzista na budowie i każdy ma przy nim zapierdalać a jak jest robota to jest super szefo. Taki syndrom sztokholmski kolegi. Potem było już tylko gorzej małych instalacji nie miałem ludzie nie chcieli się w ogóle spotykać, bo pandemia to kazał mi codziennie wysłać maila z tym co robiłem danego dnia, mimo że siedział na kanapie obok w salonie.

Przychodzić na 9 i o 17 punkt mogę wyjść. Przedzwoniłem z tym do luźnego szefa z centrali i powiedział mi, żebym przymknął na to oko i że dobrze mi idzie, że mu przejdzie… Nie przeszło. Okazało się, że trup miał po generalnym remoncie wmontowanego GPS i teraz Pan Janusz śledził moje ruchy na komórce. Dowiedziałem się o tym gdy zadzwonił pewnego dnia, że stoję cały dzień pod domem i widział jak przejeżdżał a miałem być u klienta (samochód stał w hali garażowej ciekawe jak widział). Trochę może się zasiedziałem w domu, ale klient cały czas mnie zbywał, że na 10 potem na 12, a że miałem dużo bliżej z domu do niego niż z biura to czekałem.

Janusz powiedział, że zadzwoni jutro, bo musimy pogadać i rzucił słuchawka. Nie zadzwonił przez 2 tygodnie. Ja też specjalnie nie paliłem się, żeby z nim gadać i dalej robiłem swoje, ale już widziałem, że to koniec imprezy. Umowa kończyła mi się za trzy tygodnie. Odezwał się tydzień przed końcem zaprosił na spotkanie. Darł się, że złodziej jestem, że jeżdżę sobie za darmo samochodem służbowym, że nic nie robię itp. Podziękowałem za współpracę, bo i tak umowa mi się kończyła i zdałem sprzęty.

Pamiętajcie, że byłem miły, bo czekała na mnie prowizja 10000 zł za pięćdziesiątkę a Janusz mi ją wypłacał. Wyszedłem, zadzwoniłem do luźnego szefa i mówi, że nie wie, o co kaman, ale nie mam się martwić kasę dostanę, bo to mój temat. Dowiedziałem się po miesiącu, że mój temat się zakończył i dzwonie spytać kiedy moja kasa za to.

Janusz stwierdził, że to na poczet napraw gruza i za to, że jeździłem za darmo tym cudem techniki. No to myślę spoko tak się chcesz bawić. Dopiero po dwóch latach wygrałem sprawę, że mają oddać mi kasę. Oczywiście ustawiam się w kolejce, bo firma zbankrutowała. bądźcie eko. Pozdro.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE

Black Jezus on Porównanie UK z Polską
Grzegorz Brzęczyszczykiewicz on Praca w warsztacie samochodowym w UK
Black Jezus on Mamusia szefa
Robert on Pani Kasia
Grzegorz Brzeczyszczykiewicz on Praca w warsztacie samochodowym w UK
Zombie driver on Klasyczny karynex