niedziela, 25 września, 2022
Strona głównaPiekielni szefowieRodzinna firma z tradycjami

Rodzinna firma z tradycjami

Pochodzę z mniejszego miasta, dlatego nie ma co tu liczyć na jakieś miliony, każdy wie, jak u nas to wygląda, a i ja miałam świadomość, że jedyne co mogę dostać zaraz po zakończeniu edukacji to najniższa krajowa. Tylko że no właśnie..

Była to praca w sklepie, „rodzinna firma z tradycjami”, etc. Pracowałam tam pół roku, zanim nabrałam szacunku do siebie i na tyle odwagi, żeby powiedzieć stop. Praca oczywiście na umowę zlecenie, pomimo comiesięcznego dopominania się o umowę o pracę i tak samo comiesięcznych obietnic szefa „od nowego miesiąca JUŻ NA PEWNO dostaniesz”.

Umowa zlecenie, oczywiście pensja minimalna, wszystko ładnie i czysto. Tylko, że ta pensja minimalna wynosiła około 1300 zł. Uprzedzam, że nie był to żaden staż. Przy tym muszę zaznaczyć, że nie wynikało to z oszustwa Janusza, lecz z tego, że pomimo moich próśb odnośnie większej ilości godzin pracy, nie chciał mi ich dawać. I nie byłoby to jeszcze najgorsze, gdyby nie pomniejsze sytuacje, takie jak przerzucanie po wszystkich sklepach, gdzie akurat kogoś nie było, gdzie ludzie patrzyli na mnie jak na idiotkę, gdyż nie znałam na pamięć rozmieszczenia asortymentu sklepu, problem z wzięciem chociaż jednego dnia urlopu (tutaj zaznaczę, że musiałam być w pracy nawet z gorączką, a raz chcąc wziąć właśnie jeden dzień wolny, musiałam czekać tydzień na decyzję jaśnie wielmożnego pana, przy czym jedna ze współpracownic miała pretensje do mnie, że ona musi iść na moje miejsce do pracy), chodzenie za inne panie, które akurat były na urlopie i to zawsze musiałam być ja, bo szef doskonale wiedział, że nikt inny się na to nie zgodzi.

Miarka się przebrała, kiedy to w ten jeden dzień, tj. pamiętna sobota, miałam ustalony grafik od 8.00 do 12.00. Był on zawsze ustalany tydzień wcześniej, więc nigdy nie było nieścisłości. Problem w tym, że na koniec mojej pracy w ten dzień zadzwonił szef, uwaga, nie do mnie, lecz do mojej koleżanki z rozkazem wysłania mnie dodatkowo po tych godzinach na inny sklep.

I nie miałabym nic przeciwko, przecież chciałam pracować, tylko że w tę właśnie sobotę miałam zaplanowany wyjazd, wszystko opłacone i obliczone co do godziny. I tu wina leży też po mojej stronie, bowiem bez słowa spakowałam się i… poszłam na sklep. Z płaczem, że straciłam siły i pieniądze na wyjazd, za który nikt mi ich nie zwróci. W tenże dzień także się zwolniłam.

Szef zachowywał się jak upośledzony, będąc zaskoczonym tą jakże spontaniczną decyzją i następujące pytania, z jakiego powodu. Zgadnijcie, co zaproponował mi, żebym została. Uwaga, podwyżkę o 50 gr (!) do w tamtym czasie minimalnej 10 zł/h i podstawioną pod nos umowę na zlecenie z obietnicą… umowy o pracę już NA PEWNO od przyszłego miesiąca XD!

Mimo wszystko naprawdę cieszę się, że pracowałam na takim stanowisku, bo dzięki tej pracy wiem, że nigdy więcej nie chcę stać za kasą w takim samym Januszexie.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE