sobota, 10 lutego, 2024
Strona głównaPiekielni szefowieSezon na pracę nad morzem

Sezon na pracę nad morzem

Było to kilka lat temu, ja mając 19 lat zostałam zachęcona przez koleżanki, by przyjechać wraz z chłopakiem na wakacje do pracy w jednym z miast nad naszym polskim morzem.

Koleżanki były tam już przed sezonem, żeby przygotować wszystko na przyjmowanie pierwszych wczasowiczów. Był to taki dosyć duży teren, kilka hektarów w lesie, gdzie były zarówno małe domki murowane, domki holenderskie, „apartamenty”, pawilony, miejsce na namioty, było tego sporo. Nie płaciliśmy za zakwaterowanie ani trzy posiłki.

Stawki niestety nie pamiętam, ale brzmiało to na tyle spoko, że spakowaliśmy się na dwa miesiące i wyruszyliśmy ku pracy życia. No i tak.. przyjechaliśmy na miejsce i zobaczyliśmy nasz wakacyjny domek, i ja byłam gotowa wracać natychmiast. Mój chłopak określił to jako kurnik przerobiony na domek dla ludzi.

No ale dobra, może nie będzie źle, koleżanki przecież namawiały. W pokoju było dosyć ciemno, piętrowe łóżko, rozpadająca się szafa, unoszący się zapach grzyba i pleśni. Kołdry mokre od tej unoszącej się wilgoci, spaliśmy pod kocem, nocami było chłodno, okno zupełnie nieszczelne. Brud. W domku było bodajże 4 lub 5 pokoi. Było jeszcze kilka takich domków. Wspólna łazienka dla jakichś 10 osób, bez papieru i mydła, musieliśmy mieć swoje, brudno i śmierdząco, brzydziłam się myć pod tym prysznicem.

Czasem chodziły w nim ślimaki takie bez skorupy. A sama praca.. ja zajmowałam się sprzątaniem domków po wyjeździe wczasowiczów a mój chłopak został kelnerem. Mieli tam swoją kuchnię i jadalnię dla gości, za dodatkową opłatą oczywiście. Na kuchni zupełnie nikt nie miał książeczki od sanepidu, różne smarowidła do kanapek stały tak długo jak tylko można było je jeść, dopóki się nie zepsuły. A wyżywienie dla pracowników to były jakieś resztki. Na śniadanie i kolację czerstwy chleb, te same smarowidła co nie zjedli ludzie typu twarożek na kanapkę, mortadela i już podsychający ser, kawa i herbata, na obiad najmniejsze porcje schaba, tyle ziemniaków ile zostało, naleśników i tym podobne.

Firma była rodzina. Mhm… Małżeństwo, którzy były właścicielami tego „kurortu” mieszkali na jego terenie w piętrowym domu. Babeczka, która koordynowała dziewczyny do sprzątania była matką właściciela, również tam mieszkała, pracował tam też jakiś wujek właściciela jako majster, nieraz nieźle najebany. Jeśli chodzi o sprzątanie, którym się zajmowałam. Niby spoko, ale nieźle robili ludzi w ch*ja.

Przeciekający dach?

Szybko się przejedzie farbą sufit, według prognozy padać nie będzie. Ktoś chciał wynająć domek o „podwyższonym standardzie” ale takowe były już zajęte? Nie ma sprawy, raz właśnie były wymieniane pościele na zupełnie nowe, nowa zasłonka pod prysznicem, nowe lustro, przyniesiona kuchenka gazowa i naczynia, naprawione usterki (wtedy jednak się dało), i proszę bardzo. Można skasować dwa razy tyle kasy.

Kiedy nie było za bardzo pracy, bo nikt nie przyjeżdżał ani nie wyjeżdżał można było się przejść w miasto i na plażę, ale w razie gdyby ktoś jednak miał przyjechać to trzeba było wracać ogarnąć. Praca dla sprzątających w teorii była do chyba 17, ale nigdy nie wiadomo czy nie będzie cię ktoś potrzebował, dla kucharzy i kelnerów mniej elastycznie, bo wiadomo, trzy razy dziennie trzeba było wszystko przygotować i czekać aż ostatnia osoba wyjdzie.

My jedliśmy, właśnie jak wszyscy wyszli. Płatność była co tydzień, ale można było poprosić o trochę kasy wcześniej jak ktoś chciał coś sobie kupić. Pracownicy nie mieli umowy a przynajmniej ci, z którymi rozmawiałam nie mieli. Mi na tym nie zależało, ale mój chłopak, który podpisał umowę nie został w rzeczywistości zgłoszony jako pracownik.

Gdybym miała wtedy tą wiedzę co teraz to mogłabym ich nieźle pogrążyć. Przychodziła tam czasem dziewczyna, która mieszkała niedaleko, więc nie potrzebowała noclegu ani jedzenia, dla niej praca pewnie była o wiele lepsza, jeszcze jak się przymknie oko na januszowanie szefów. Po trzech dniach poszłam do szefa, że mojemu chłopakowi ciężko się oddycha w nocy, gdy śpimy w tej naszej norze, bo jest uczulony na pleśń.

Tu o dziwo szef załatwił następnego dnia ozonowanie. Może się wystarczył, że chłopak dostanie astmy, przyjedzie kontrola i mu się dobiorą do dupy. Nie wiem. Nic to nie dało, ale dzięki za chęci co nie.

Po czterech dniach powiedzieliśmy, że rezygnujemy, ale żona szefa była bardzo niezadowolona, że przecież nie możemy ich tak z dnia na dzień zostawić jak ludzi im brakuje. Głupi my, zostaliśmy jakoś ponad tydzień jeszcze. Teraz naprawdę wróciłabym tej samego dnia. Zarówno ona jak i matka właściciela o czymś takim jak życzliwość i szacunek do drugiego człowieka nie słyszały. Dziwię się moim koleżankom, serio.

Choć jedna z nich faktycznie zbierała kasę, bo bardzo potrzebowała a jednocześnie chciała mieć wakacje. Ale. Mama owej koleżanki kilka razy podczas pobytu córki w tym miejscu w pracy przyjeżdżała tam na wakacje i wynajmowała pokój w jednym z tych domków o wyższym standardzie i wtedy dziewczyny spały u niej.

Nie miało to żadnego sensu, ale nie mi to oceniać. Nigdy więcej nie pojechałam do żadnej pracy nad morzem.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE