poniedziałek, 28 listopada, 2022
Strona głównaPiekielni szefowieCała prawda o DPS'ach

Cała prawda o DPS’ach

W grudniu 2020 roku zostałam oddelegowana do DPS jako pomoc w oddziale covidowym. Przed wyjazdem dostałam jasna informacje czym mam się tam zajmować, pomoc przy roznoszeniu posiłków i sprzątaniu po nim i małe prace gospodarcze takie jak wynoszenie śmieci itp.

Już pierwsze dnia przekonałam się ze wcale tak nie będzie. Byłam zmuszana do karmienia osób leżących, bo jak tego nie zrobię to „będą głodni cały dzień”. Na początku pomyślałam ze w sumie spoko co może być trudnego w nakarmieniu kogoś, jednak bardzo się myliłam.

Osoby, które miałam karmić miały ogromny problem z przełykaniem i zwyczajnie w świecie dławiły się jedzeniem i tłumaczenie pielęgniarkom, że takim osoba trzeba podawać jedzenie w postaci płynnej nic nie dawały.

Kolejna sprawa osoby leżące w żaden sposób nie były pionizowane, leżały po 24/7 w łóżku z ogromnymi odleżynami i nikt nie widział w tym problemu. Opatrunki na rany zmieniałam z własnej inicjatywy i własnymi środkami, które miałam w samochodzie, bo nie mogłam patrzeć jak ktoś leży z bandażem ubrudzonym we krwi i nie rzadko własnymi odchodami.

Osoby leżące potrzebujące pampersów były przewijane rano i wieczorem, czyli jeśli ktoś rano się załatwił leżał w tym cały dzień nie wspomnę o panującym tam smrodzie i brudzie.

Bardzo często zdarzało się, że osoby tam pracujące po prostu wyzywały się na pacjentach padały obraźliwe słowa takie jak „znowu się zesrałeś obsrańcu je***y”.

Osoby w miarę sprawnie fizycznie robiły tam co chciały, wchodziły do sal innych zabierali rzeczy innych. Nie wspomnę już o piciu alkoholu. Jednej nocy zostałam sama na cały oddział, pomimo iż moja praca była w godzinach 7-18. To, co się wtedy działo przeszło wszelkie granice. Połowa pacjentów najzwyczajniej w świecie upiła się i zaczęło się rzucanie talerzami kubkami itp. Wtedy zamknęłam się w pomieszczeniu socjalnym i czekałam aż się wszystko uspokoi.

Nie spałam wtedy 36 godzin, bo przecież rano trzeba pracować. Nikt zbytnio się tym nie przejął. Na oddziale był facet zwany Majorem, stary oblech, który łapał mnie za nogi i ręce próbując mnie przytulać, raz zażądał, żebym pomogła mu się umyć (facet był sprawny fizycznie a w DPS-sie był, bo rodzina miała go dość) od razu powiedziałam ze nie ma takiej opcji to oddziałowa powiedzialam że jeśli tego nie zrobię to ona zadzwoni do mojego przełożonego. Koniec końców nie zadzwoniła, bo wiedziałam ze od razu bym dostała polecenie, aby wrócić do domu.

Ostatniego dnia była organizowana wigilia, od samego rana było wielkie sprzątanie i ubieranie wszystkich w najlepsze ubrania, bo przecież sam pan dyrektor przychodzi. Nigdy nie widziałam takiej paniki. Dyrektor przyszedł wszedł do każdej sali złożył życzenia, wręczył paczkę i zmył się z oddziału.

Pielęgniarki oczywiście wielce oburzone ze one nic nie dostały zaczęły chodzić po salach i tym mniej kontaktującym zabierały to co dostali w sumie za własne pieniądze, ponieważ ten DPS był prywatny. Zaraz po tej szkopce spakowałam swoje rzeczy i wróciłam do domu. Jestem bardzo silnym psychicznie człowiekiem, ale nie raz z bezsilności popłakałam się tam jak dziecko.

I taka ogólna prośba do wszystkich, jeśli kiedykolwiek będziecie zmuszeni z różnych przyczyn oddać swoją bliską osobę do DPS, kontrolujcie to tak często jak tylko można.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE