sobota, 10 lutego, 2024
Strona głównaPiekielni szefowieDwie historie z rozmów o pracę

Dwie historie z rozmów o pracę

Dwie piękne historie rozmów o pracę rodem ze skrajnie różnych firm jeśli chodzi o skalę i rodzaj działalności, ale pokazujące, jak bardzo można być nieprofesjonalnym i januszowatym bez względu na branżę i rozmiar 🙃

1. Jedna z największych firm w kraju, jednak z głównym zakładem i wieloma biurami w mniejszym mieście. Rozmowa na stanowisko w biurze odpowiedzialne m.in. za kontakt z kontrahentami i jakieś inne bieżące tematy. Rozmowa z czterema osobami, głównie głos zabierała Grażyna królowa HR.

Po standardowych pytaniach o motywację i doświadczenie popatrzyła w moje cv, zawiesiła się na chwilę, po czym tonem prześmiewczo-oburzonym pyta: dlaczego pani wróciła tutaj z miasta X (dużego miasta w którym studiowałam)?

Odpowiedziałam, że po pierwsze to zbieg okoliczności prywatnych, a po drugie po prostu lubię życie w tym mieście. Zostałam zaatakowana, że „pani jeszcze tego pożałuje za dwadzieścia lat, tu nie ma perspektyw, jeszcze zobaczymy” 😂 na moje pytanie, jak w takim razie miasto i firmy w nim mają się rozwijać jeśli wszyscy młodzi i wykształceni ludzie uciekną, nie dostałam odpowiedzi.

Potem przyszedł czas na moje zadawanie pytań. W ogłoszeniu był wymóg znajomości angielskiego – spoko, mam poziom C1, ale zapytałam, w jakich okolicznościach jest głównie używany język obcy – czy jest to raczej kontakt z klientem, czy może np obsługa jakiegoś oprogramowania?

Odpowiedź: „nie, w sumie nie ma takich sytuacji, tak tylko napisaliśmy w ogłoszeniu” – aha xD zapytałam więc o zasady przyznawania premii (ogłoszenie mówiło o stałym wynagrodzeniu+premie) – taka sama odpowiedź „nie no, jest stała podstawa, tak tylko napisaliśmy” 😂.

Witki mi opadły, więcej pytań brak, pracy nie dostałam xD

2. Rozmowa na stanowisko recepcjonistki w hotelu – przyszła pani menadżer i pani kierownik/dyrektor (nie pamiętam), zero jakichkolwiek pytań, zobaczyły tylko że mam obie ręce i nogi i wpisany angielski w CV (nikt nie zweryfikował jego znajomości ani poziomu) i od razu „proszę iść tam na recepcję, dziewczyny pokażą co i jak”. Oj, pokazały 🙃 nie dość że od razu zobaczyłam cały system z danymi gości (przed RODO to było, ale jednak kurde, byłam randomem z ulicy) to jeszcze pokazały mi zeszyt gdzie wpisują nierozliczone nadgodziny (mieli uzbierane po kilkaset 😅) a na koniec dziewczyna mówi „ja na szczęście jestem w ciąży i za chwilę mnie tu nie będzie, ale szefowa jeszcze o tym nie wie, no to się zdziwi”.

Rzeczona szefowa również w dniu rozmowy o pracę kazała mi zmieniać wodę w wazonie z kwiatami i przyjść następnego dnia na dzień próbny!

Razem z panią menadżer zaczęły się zastanawiać, na którą kazać mi przyjść – stanęło na 7 rano, pani menadżer niepocieszona, bo będzie musiała przyjść wcześniej, a sama zaczynała od 8.

Oznajmiły mi radośnie swoją decyzję, na co ja, że skoro mam cokolwiek robić to chciałabym zobaczyć umowę, stawkę i dokumenty. „A to później na spokojnie” 😂.

Powiedziałam że w ciemno nic nie wezmę i nie pojawię się na żadnym dniu próbnym nie znając szczegółowych warunków zatrudnienia (a właściwie to podstawowych). „To może dzisiaj chociaż zostaniesz jeszcze ze dwie godzinki??” Spieprzałam stamtąd tak, że się kurzyło.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE