poniedziałek, 26 września, 2022
Strona głównaPiekielni szefowieGruntowna inwentaryzacja i przywrócenie rentowności sklepu

Gruntowna inwentaryzacja i przywrócenie rentowności sklepu

Lata temu pracowałem w pewnym sklepie. Zostałem tam polecony ze względu na duży wkład hobbistyczny w branżę. Kiedy spotkałem się z osobą, która miała mi wszystko przekazać, okazało się, że poprzednik robił w sklepie imprezy, a nawet spał (na zapleczu był nawet śpiwór).

Trzeba było przeprowadzić gruntowną inwentaryzację, przywrócić sklep do łask i działania i ogólnie sprawić, żeby był rentowny. A że lokalizacja była blisko starego miasta w Krakowie, a branża stosunkowo niszowa, to zadanie łatwe nie było.

Dotąd brzmi w miarę ok, prawda? No to słuchajcie, jakie były warunki.

Umowa zlecenie na najniższą krajową, plus stały dodatek wypłacany „pod stołem”. Praca po 10 godzin dziennie i jak widzicie powyżej, byłem kierownikiem, magazynierem, sprzedawcą, prowadziłem social media, miałem dbać o zatowarowanie (poprzez szefa) itd.
Niemniej podjąłem się, bo miałem wizję na ten sklep. I faktycznie przywróciłem go do działania po miesiącu. Problemy pojawiły się, kiedy szef ignorował moje zalecenia towarowania – nie miałem towaru. Szybko wyprzedawały mi się rzeczy chodliwe i zostawałem z produktami, których nie chciał nikt. A na święta, gdzie sprzedaż skacze o kilkaset procent, również musiałem odsyłać tłumy klientów z niczym…

Całość wpływała na rentowność. Kierownictwo przebywało w innym mieście, więc kasę wysyłałem poprzez wpłatomat (noszenie po nocy 20-50k i pchanie tego do wpłatomatu było dosyć stresujące…). Niestety kiedy nadszedł dzień drugiej wypłaty, szef stwierdził, że nie ma kasy i żebym sobie wziął gotówkę z kasy. Ale w kasie była może połowa mojej wypłaty, a miałem zostawić większość, żeby było z czego klientom wydawać. Musiałem więc… zarabiać na swoją wypłatę i wybierać ją po kawałku z kasy po 200-400 zł.

Jakby tego było mało, szef stwierdził, że mu się nie opłaca lokalizacja i przeniósł sklep w miejsce, gdzie po 2 miesiącach mieliśmy pierwszego klienta na miejscu, reszta sprzedaży szła online, a z online kasy nie było w gotówce. Jak się już może domyślacie, szef nie był skłonny płacić skoro sklep nie zarabia i była ta sama śpiewka. Weź sobie z kasy. Ale kasa była pusta…

Podsumowując tę przydługą historię – gość dał minimalną na przywrócenie sklepu, miał w dupie zalecenia co do zatowarowania czym doprowadził do braku rentowności, po czym przeniósł sklep w miejsce, gdzie już nawet nie było ludzi, którzy mogliby cokolwiek kupić więc uznał że będzie rozliczał nas za pomocą pustej kasy.

Jako ciekawostkę dodam, że jakieś 8 lat później zostałem wezwany na policję, żeby złożyć zeznania w sprawie tego człowieka, bo robił jakieś grube przekręty 😉.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE