środa, 17 sierpnia, 2022
Strona głównaPiekielni szefowieJanuszex zatrudniający programistów

Januszex zatrudniający programistów

Teraz kilka słów ode mnie odnośnie pracy w januszexie. Pracowałem dekadę temu jako programista w pewnej firmie. Właścicielem był mega fałszywy koleś. Tu niby wszystko fajnie, obiecywał złote góry, ale jak przychodziło co do czego to oczywiście nie było tematu.

Godziny pracy w miarę luźne, mogłem przychodzić do pracy dopiero kiedy się wyspałem. Sztywnego czasu pracy co prawda nie było, ale te 8h dupogodzin trzeba było przepracować.

Kiedy po godzinach pracy coś się zepsuło to zaraz dzwonił i trzeba było naprawiać. Za darmo oczywiście, bo nie znal pojęcia nadgodzin. Młody byłem i głupi więc wydawało się to normalne.

Ogólnie szef miał w zwyczaju wydzwaniać po godzinach i dopytywać się o wiele rzeczy. Wszystko chciał mieć pod kontrolą. Kiedy czułem się źle i nie mogłem przyjechać do biura to musiałem pracować zdalnie, bo miałem wrażenie, że beze mnie firma się zawali. Bardzo nie podobało mi się robienie ze mnie wariata. W jeden dzień dostawałem ustnie polecenie służbowe żeby wykonać konkretne zadanie. Za jakiś czas np tydzień było darcie mordy dlaczego to zrobiłem – no ej typie, sam mi kazałeś. Jego odpowiedź była zawsze taka sama – to nie prawda, nic takiego nie mówiłem. Nauczyłem się wtedy że trzeba mieć podkładkę na takie akcje a wcześniej zacząłem brać tabletki na poprawę pamięci i koncentracji – nie byłem pewien czy takie sytuacje faktycznie miały miejsce ale po tabletkach dokładnie pamiętałem polecania i wiedziałem, że on mnie oszukuje.

Wynagrodzenie….hmmm, człowiek bez doświadczenia nie ma zbyt dużych wymagań. Wtedy była to moja pierwsza praca a więc stawka była niska. Oczywiście przez wiele miesięcy pod stołem a potem oficjalnie.

Kiedy przychodził 10 dzień miesiąca oczywiście w większości przypadków wypłaty nie było. Trzeba było się wykłócać aż łaskawie zrobi przelew. Miał 2 konta w banku i przelewy zwykle robił z jednego. Czasem kiedy było już kilka dni po terminie i upominałem się o swoje był wielce zdziwiony, że przecież mi puścił przelew…no hmm…to może coś się nie udało i wyśle jeszcze raz. Za chwilę powiadomienie, że kasa jest na koncie bo puścił przelew z drugiego konta.

Takie coś to można robić osobie nietechnicznej ale generalnie programista wie jak to działa i skoro puścił drugi raz przelew to co było z tym pierwszym? Za kilka dni mi przyjdzie jeszcze raz wypłata? No nie…wiadomo, że nie bo pierwszego przelewu nie było.

Jeśli chodzi o bonusy to dopiero kiedy załoga coraz głośniej mówiła o premiach to temat ruszył. Nasz janusz wymyślił, że jak osiągniemy jakiś konkretny próg w ciągu (chyba) kwartału to zafunduje nam wycieczkę. Nie kasę czy coś przydatnego tylko wycieczkę. Nosz kur…. Problem był tylko taki, że ten próg był kompletnie nierealny do osiągnięcia o czym janusz doskonale wiedział.

Raz dostałem propozycję wyjazdu w delegację do klienta. Krótka piłka – jadę na weekend, piszę soft, wdrażam i zgarniam X. Niby wszystko fajnie. Jak się potem okazało wykonanie tego co chciał klient było nierealne przez co straciłem czas i nerwy. Teraz oczywiście za sam wyjazd na tyle godzin wziąłbym stawkę ekstra a dodatkowo w razie powodzenia projektu jakiś bonus. Jednak człowiek zaraz po studiach jeszcze jest dosyć głupi i naiwny 😉

Warunki pracy ogólnie były średnie. Pierwsze biuro dzielone z jakimiś babeczkami od kredytów. Wspólna kuchnia i wc gdzie był problem z kanalizacją i nie raz była sytuacja, że towar cofał się do kibelka. Oczywiście to wina tych złych samców, bo nie potrafią wody spuścić.

Drugie biuro było już w innym miejscu tj janusz wybudował sobie dom na obrzeżach miasta. No, wybudował. Szkoda, że nie wykończył zanim się tam przenieśliśmy. Dopiero przed moim odejściem było jako tako zrobione. Biura nikt nie sprzątał, bo nie było nawet wyznaczonych dyżurów. Wiadomo – sprzątaczka wyjdzie za drogo.

Często brakowało papieru toaletowego bo jemu się zapomniało. Lubił zostawiać fusy po kawie w różnych miejscach gdzie po paru dniach była pleśń. W międzyczasie po biurze kręciła się jego żona, dziecko i kot. Założenie było chyba takie, że teraz wszyscy jesteśmy jedną rodziną. Raz było słychać rytmiczne uderzanie w ścianę a później w WC zużyty kondom. Tak, janusz w czasie kiedy my pracowaliśmy, obracał żonę za ścianą. Działo się to chyba na tyle rzadko, że musiał coś po sobie zostawić, żebyśmy wiedzieli, że on jeszcze daje radę.

Moje życie potoczyło się tak, że potrzebowałem się przenieść do innego miasta więc szybko znalazłem inną pracę a januszowi wręczyłem wypowiedzenie. Jaki był zszokowany, myślał, że będę do usranej śmierci pracował u niego za grosze. Wtedy też pierwszy raz zaproponował mi podwyżkę. Woooow, szkoda tylko, że nowe wynagrodzenie u janusza i tak było niższe niż w nowej pracy. Zrobiłem swoje do końca i z radością odszedłem.

Praca u takiego dzbana nauczyła mnie jednego – nigdy więcej takich małych firemek z januszem na czele. Teraz od lat tylko korpo i wypłaty na czas.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE