niedziela, 25 września, 2022
Strona głównaPiekielni szefowieKsiąże Janusz Choleryk IV

Książe Janusz Choleryk IV

Pracowanie dla Janusza to jedno, ale pracowanie dla Janusza choleryka z przerośniętym ego i syndromem pana oraz władcy to już zupełnie inna gęstość wszechświata.
To było w 2021, czasy pandemii. Nowa firma transportowa w jednym z większych miast w Polsce.

1. Na szyi złoty łańcuch, rolex, drogie koszule i skórzane mokasyny. Trochę klimat takiego ekskluzywnego cygana z początku lat 2000. Janusz potrafił zgarnąć nas z różnych części miasta (i również jego okolic!) do jednej z droższych i ekskluzywniejszych knajp pod pretekstem ,,to ważna rozmowa, musicie, chłopaki, przyjechać”, tylko po to, żeby znad filiżanki cappuccino powiedzieć nam, że nie ma pieniędzy na wypłaty, ale jak będziemy sumienniej podchodzić do swoich obowiązków… Po całej tyradzie pełnej użalania się na ZUS, pracowników-nierobów, tego jak sobie żyły dla nas wypruwa, wyganiał nas ponownie do roboty. Takie ,,spotkania” potrafiły mieć miejsce parę razy w przeciągu tygodnia. A potem płacz, że dlaczego tyle paliwa schodzi, co my sobie służbowymi autami wycieczki krajoznawcze robimy, w chuja z nim lecimy, nie wiadomo co jeszcze.

2. Mieliśmy wypłaty w systemie tygodniowym. Teoretycznie. Janusz wykorzystał to, że wszyscy straciliśmy robotę przez covid (w firmie było 4 pracowników), a wtedy nie do końca było gdzie iść. Więc Janusz czuł dumę, z łaską dawał nam marną stówkę. Koniec końców okazywało się, że z wyjeżdżonej sumy (pracowaliśmy w pewnym sensie na akord i w trybie zadaniowym) dostawaliśmy może 1/3. I to z tej sumy, która była już konkretnie dla nas. Mały spoiler: przez dwa miesiące pracy zarobiłem tam całe 1200 złotych 🙂

3. ,,Płacę za was składki i powinniście być mi wdzięczni za to, bo mogłem was mieć w dupie i niczego nie opłacać”. Bez komentarza.

4. Kiedy zapomniał nabić kartę flotową. Okazało się to niestety dopiero na stacji, już po zatankowaniu auta. Szybki telefon do Janusza, że hajsu na karcie nie ma. Janusz na to, że niemożliwe, wczoraj zasilał, na pewno jest. No nie ma, przecież widzę i pani na kasie też widzi. To zapłać ze swoich, ja ci oddam.

Do zapłacenia było blisko 500 złotych, ani ja, ani kumpel nie mieliśmy przy sobie takiej kwoty. A nawet gdybyśmy mieli, to Janusz i tak by ich nie oddał, więc bylibyśmy dużo stratni.

W końcu udało się Janusza przekonać, żeby przyjechał i zapłacił za to cholerne paliwo. I przyjechał. Zrobił awanturę o takiej skali, że mało nie wyrwał pleksi oddzielającej jego i kasjerkę. Pani w szoku, bo właśnie fafluni się do niej jakiś 200-kilowy pieniacz, my już ze wstydu się chcemy pod ziemię zapaść, ludzie patrzą na nas jak na bandę oszołomów. W końcu przyszedł kierownik stacji i kazał się Januszowi natychmiast uspokoić albo zostanie wezwana policja. Więc Janusz wyciągnął z portfela banknoty i rzucił je na blat, niczym pan i władca. A potem dokładnie resztę przeliczał, czy go nie oszukali na te dwanaście pięćdziesiąt.

5. Kiedy po dwóch miesiącach znalazłem alternatywę i powiedziałem Januszowi, że się zwalniam, gość wpadł w szał. Dosłownie. Staliśmy wtedy na stacji benzynowej i właściwie niemal doszło tam do rękoczynów. Nie wiem jakim cudem udało mi się tego pieniacza uspokoić. Ludzie się na nas patrzą, a ten drze mordę na mnie – że jestem chujem, zdrajcą, że jak mogłem go tak potraktować, co ja sobie w ogóle myślę, tyle serca mi podarował a ja się dupą do niego odwracam. Na odpowiedź, że jest niewypłacalny, a ja nie mam ochoty na charytatywną pracę, pchnął mnie w stronę samochodu z tekstem ,,To wsiadaj i z*pierdalaj!”.

Jak się domyślacie – nie wsiadłem. Kluczyki oddałem, kazałem spadać na bambus.
Dodałem, że jeszcze dzisiaj dostarczę wypowiedzenie.

6. Wartym wspomnienia faktem jest to, że pracowaliśmy na zleceniówce. Po dostarczeniu wypowiedzenia, drugi, powiedzmy z braku lepszego słowa, kierownik, zastępca Pana i Władcy, podpisał kwitek. Wyraźnie zaznaczono, że odchodzę bez zbędnego gadania i bez zachowania okresu wypowiedzenia. Pomijając fakt okresu wypowiedzenia na zleceniu… XD Janusz wieczorem dzwoni do mnie wściekły, że mam mu te dwa tygodnie wyjeździć. Znowu bluzgi, znowu wyzwiska w moim kierunku. Rozłączyłem się i już więcej nie odebrałem. Gościu jeszcze parę dzwonił, nawet na początku tego roku, ale nigdy się nie dowiemy po co.

7. A na sam koniec porozmawiamy sobie o czasie pracy. Teoretycznie 12 godzin za kółkiem, w praktyce potrafiło to być dużo, dużo dłużej. A że w takich miejscach nie istnieją tachografy, to co Januszowi zrobią? 🙂

Już pozwoliłem sobie pominąć jego megalomańskie historyjki o znajomościach z potężnymi ludźmi tego świata (,,ja mam znajomości!” to był jego standardowy tekst), o jego wpływach i tym, jakim to on nie jest poważanym człowiekiem. Jego bycie poważanym człowiekiem najlepiej skwitował kiedyś jego stary znajomy po fachu, po usłyszeniu jak to się w jego januszexie pracuje: ,,tyś jest ch*j, nie pracodawca”. Gdybym tego na własne uszy nie słyszał, to bym nigdy nie uwierzył. A miny Janusza po tych słowach nie zapomnę nigdy.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE