Pracowałam w tej kawiarni przez niepełny miesiąc – do 7 marca. Niestety, od początku spotkałam się z bierną agresją ze strony menadżerki, a jej zachowanie moim zdaniem można określić jako mobbing.
Brak szacunku, chaos organizacyjny i zastraszanie to codzienność. Przykład? 3 marca nadal nie miałam grafiku na marzec i nie wiedziałam, czy następnego dnia mam przyjść do pracy. Gdy zapytałam o to, usłyszałam: „Nie mam czasu odpowiadać na twoje głupie pytania. Jak będzie, to będzie.”
Kiedy kawiarnia otrzymała jedną negatywną opinię pośród wielu pozytywnych, menadżerka kazała pracownikom pisać fałszywe recenzje, podszywając się pod klientów. Wystarczy przejrzeć opinie, by to zobaczyć.
Najgorsze jednak przyszło na koniec – problemy z wypłatą. 9 marca poinformowano mnie, że pieniądze zostaną wstrzymane, dopóki nie dostarczę legitymacji studenckiej, mimo że już wcześniej przesłałam zaświadczenie, które zgodnie z prawem jest wystarczające. Dopiero po zagrożeniu zgłoszeniem sprawy do PIP nagle „zmieniły się zasady” i usłyszałam, że jednak zaświadczenie wystarczy, a przelew zostanie wysłany.
Atmosfera w pracy? Ciągła presja, wybuchy złości, złośliwe komentarze i kpiny z pracowników. Kiedy zdarzyło mi się popłakać, menadżerka rzuciła: „Gdybyś dostawała taki opierdol jak ja od szefostwa, to nie wiem, co byś zrobiła.”
Innym razem stwierdziła: „Taka jest gastronomia – tu mają być pracownicy, którzy przyjdą nawet z gorączką albo ze złamaną nogą.” Serio? Rok 2025, a wciąż tłumaczy się agresję tym, że „tak po prostu jest”?
Pracownicy są zastraszani karami finansowymi za drobne błędy, jak bałagan w pomieszczeniu socjalnym czy nieprzyjęcie zamówienia od stolika. Straszyła nas, mówiąc, że sama dostaje kary od szefostwa.
Nie polecam tej pracy nikomu, kto nie ma wyjątkowo silnej psychiki, by ignorować poniżanie i manipulację. Cieszę się, że ta „magiczna” przygoda dobiegła końca