poniedziałek, 26 września, 2022
Strona głównaPiekielni szefowiePraca na infolinii w dużej polskiej korporacji

Praca na infolinii w dużej polskiej korporacji

Pracuję od niedawna na infolinii dość dużej polskiej korporacji. Ogólnie rzecz biorąc, jest naprawdę nieźle, zwłaszcza jak na realia pracy w call center w tym kraju. Obsługa klienta w tej konkretnej branży jest zaskakująco skomplikowanym technicznie procesem, więc po zaledwie tygodniowym szkoleniu (oczywiście z umową lojalnościową, bo jakby inaczej) nie jestem w stanie zbyt wiele zrobić i dużą część rozmów muszę i tak przekierować do kogoś innego. Bardzo zaskoczyła mnie zatem stawka kilka złotych powyżej minimalnej, bo każde CC to zawsze gigajanuszex, a tutaj jest jakby… dziwnie niejanuszowo.

Pomijam już nawet to, że praktycznie każdy dział ma za mało ludzi, więc klienci zazwyczaj spędzają na linii po kilka godzin, jedynie co trzeci się w ogóle do kogoś dodzwoni, zanim pi*rdolca dostanie i sam się nie rozłączy, na zwrot pieniędzy czeka się powyżej miesiąca, a reklamacja nawet nie wiadomo ile zajmuje, bo „to inny dział i my nie mamy takiej informacji”.

Pominę też to, że na bardziej kompetentnym stanowisku (płatnym niewiele więcej od mojego, ale przynajmniej z umową o pracę) jest dwuletnia lojalka na 6000 zł, więc jesteś jak pies przykuty łańcuchem do budy. Można to wszystko tłumaczyć tym, że mamy teraz sezon, że była pandemia i inne takie. Bycie najmniejszym trybikiem w tej wielkiej machinie naprawdę bardzo mi odpowiada, bo nie mam jakiejś dużej odpowiedzialności, a dla mnie to tylko praca dorywcza, więc stawka mi absolutnie starcza. W porównaniu z osobami które robią na tej infolinii bardziej skomplikowane rzeczy mam święty spokój, i to za niewiele mniejsze pieniądze niż oni.

Wszystko było fajnie, dopóki nie przyszła dziś do mnie wypłata. Ogólnie godziny się zgadzają, ale miałem mieć dodatek językowy, bo oprócz polskiego i angielskiego (które są u nas wymagane), obsługuję klientów w dwóch kolejnych językach. Z perspektywy klienta to są różne infolinie, ale tak naprawdę wpadasz po prostu do losowego konsultanta od nas, który akurat zna twój język. Razem wychodziło mi tego dodatku 3 złote na godzinę, i to tylko w godzinach pracy infolinii językowych (dni robocze 9–17), więc to nie są jakieś duże pieniądze, ale jednak zawsze coś.

Problem polega na tym, że ja dostałem wypłatę tylko za wyrobione godziny i ani złotówki więcej. Kilka różnych osób mówiło mi o tym dodatku, ale nikt nie raczył wspomnieć, że mam z tych języków „okres próbny”, który zakończy się równo trzy miesiące po mojej weryfikacji językowej. Innymi słowy, dziesięć dni po końcu mojej umowy. Dowiedziałem się o tym dopiero wtedy, kiedy kierownik mojego oddziału na moją prośbę zapytał centrali w Warszawie, bo myślałem, że to jakaś zwykła pomyłka.

Nie wiem nawet, jak to skomentować. Jaki to niby okres próbny, jeśli normalnie obsługuję tych wszystkich klientów? To nie tak, że muszę się nauczyć języka, bo ja go już znam i normalnie z nim pracuję. Rozumiałbym jeszcze, gdybym dostał umowę o pracę na okres próbny, ale ja przecież jestem na zleceniu, które zresztą dosłownie *kończy się* przed końcem tego nieszczęsnego okresu próbnego.

Wiecie, nie chcę robić z siebie jakiejś ofiary, bo wiem, że mam i tak naprawdę dobrze, ale k*rwa mać! To jest korpo, które zatrudnia ponad dwieście osób tylko w tej konkretnej spółce-córce. Czy to jakoś magicznie uratuje tą firmę, że mi nie wypłacą kilkuset złotych na przestrzeni trzech miesięcy? Już nawet jakiegoś Janusza bym bardziej rozumiał, bo jemu serio może być szkoda, bo to w końcu jego własna firma i jego pieniądze. Ale co to zmienia etatowym kadrowym i szefowym? Z jaką korzyścią jest dla nich jebanie mnie na hajs? To nie tak przecież, że one sobie je wtedy wezmą.

Wiem, że to naiwne, ale liczyłem na to, że ten dodatek będzie nam wypłacany w formie jakiejś premii, tak jak premie za osiągnięcie celów, które nam wyznacza góra, i których i tak zazwyczaj nie dostajemy, bo ruch rośnie szybciej niż nasza wydajność. Na dodatek nie mam nic, żadnego aneksu do umowy, ani ioty o tych językach. Nie wiem nawet co z tym zrobić, bo co mogę zrobić, jeśli w internecie jest mnóstwo opinii o zwolnieniach w przypadku najmniejszego konfliktu z kadrą kierowniczą. Mam tylko nauczkę na przyszłość, żeby nigdy nie ufać januszexom.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE