czwartek, 18 kwietnia, 2024

Praca w kawiarni

Pracowałam jakiś czas temu w dużej i znanej sieci kawiarni. Wydawać by się mogło, że spora korpo sieciówka to nie miejsce na januszowe akcje, ale nic bardziej mylnego.

Otóż zarządzanie kawiarnia wyglądało mniej więcej tak, że mamy sobie kierownika, który odpowiada za 3-4 kawiarnie i menadżera, który na co dzień zajmuje się prowadzeniem jednej konkretnej. Pech chciał, że obydwoje zachowywali się jak ostatnie buce.

Otóż, przychodzę sobie ją, młoda i głupia studentka, chcę dorobić trochę do budżetu domowego. Oczywiście na rozmowie o pracę padają deklaracje typu „elastyczny grafik, miła atmosfera itp.” Co do elastycznego grafiku to poniekąd mieli rację bo miałam do wyboru pracować 8h na rano, na popołudnie albo wcale.

Początkowo owszem menadżerka szła nam na rękę i dostosowywała grafik pod nasz plan studiów ale niedługo potem okazało się że nikt w tym burdelu pracować nie chce za najniższą więc stanęliśmy przed wyborem albo się dostosowujemy albo nara. No ale mimo wszystko wytrwałam w tej robocie 8 miesięcy i nazbierało się kilka ciekawych historyjek.

Najlepszą jest ta w której menadżerka bardzo mocno upodobała sobie jedną z dziewczyn, do tego stopnia, że po 2 miesiącach chciała jej dać awans na kierownika zmiany. Dosłownie były u nas osoby które pracowały już ponad rok na najniższym stanowisku i o awansie mogły pomarzyć tylko dlatego, że szanowna Pani menadżer nie darzyła ich sympatią.

W konsekwencji braku osób do pracy musieliśmy często w godzinach szczytu, w jednej z największych galerii w mieście radzić sobie we 2-3 osoby podczas gdy pracy było na co najmniej 2 razy tyle. Oczywiście na pomoc menadżerki nie było co liczyć bo akurat w czasie kiedy kolejka potrafiła liczyć 20 osób ona szła sobie na papieroska albo „wprowadzała faktury” przez 5h.

W związku z tym byliśmy często zmuszani do brania nadgodzin za które nikt nam oczywiście dodatkowo nie płacił. O napiwkach też mogliśmy sobie pomarzyć bo ta larwa pod koniec każdej zmiany kitrła sobie do kieszeni to co udało nam się dostać od klientów.

Zawsze 2 stówki do dniówki więcej co nie?

Bardzo ciepło wspominam też 10 dni które zaplanowałam na spędzenie czasu z rodziną. Pracowałam sobie na umowę zlecenie więc pojęcie urlopu wiadomo nie istnieje. Dogadałam się z kierownikiem że na koniec miesiąca wezmę 10 dni wolnych żeby pojechać do rodziny której nie widziałam z pół roku. Wszystko super, fajnie spoko grafik zatwierdzony. 2 dnia wolnego dowiaduje się, że muszę zapieprzać do pracy, bo szanowna pani menadżer „zmusi mnie do tego czy mi się to podoba, czy nie”. Cóż rodziny nie zobaczyłam, ale za to spędziłem cudowne dni w pracy z tą idiotką.

Szczególnie kochałam z nią wieczorne zmiany kiedy zostawaliśmy we 2 osoby na zamknięcie. Motyw był taki że kawiarnia zamykała się o godzinie 21 a my do 22 mieliśmy czas, żeby posprzątać. Powinny robić to dwie osoby ale wiadomo, że ktoś sobie rączek nie pobrudzi więc trzeba było sprzątać całą kawiarnie samemu.

Godzina na to wszystko starczyła na styk. Na szczęście nasz kierownik wpadł na pomysł obcięcia nam godzin, w końcu firma nie płaci nam za to że kawiarnia jest zamknięta tak? Nie generujemy dochodów. Z godziny na sprzątanie zrobiło się 0.5 a ja w połowie miesiąca dowiedziałam się że magicznymi sposobami obcięto mi 15h pracy.

Oczywiście Pani menadżer również z nami wychodziła o godzinie 21:30 ale wpisywała sobie, że siedziała w robocie do 23 ogarniając papierki i licząc kasę.

Koniec końców zwolnili ją bo okazało się że była złodziejka i kradła nie tylko nasze napiwki ale również rzeczy które „przypadkiem” zamawiała w nadmiarze. Zdarzało się jej również usunąć co większe transakcje z kasy i wyciągnąć sobie 2 stówki z kasetki.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE