piątek, 19 kwietnia, 2024
Strona głównaPiekielni szefowieTrochę wspomnień z pracy podczas studiów (trochę moich, trochę zasłyszanych)

Trochę wspomnień z pracy podczas studiów (trochę moich, trochę zasłyszanych)

W czasie kształcenia człowiek chciał pracować, bo wiadomo – rodziców się odciąży i zawsze jakiś hajsik dla siebie będzie 😉 Trochę wspomnień moich jak i zasłyszanych

Na start coś lekkiego. Najpierw firma chwaląca pracowników co miesiąc, że „W poprzednim miesiącu udało nam się wypracować tyle i tyle przychodu” czy „W w poprzednim roku udało nam się sprzedać tyle i tyle produktu za tyle i tyle złotych”. Kwoty robiły ogromne wrażenie! Chyba, że rozmawiało się o podwyżce, to praca na tym stanowisku nigdy nie była i nie będzie warta więcej niż najniższa. A z resztą „mamy problemy finansowe” 🤪

Szukając lepszych pieniędzy znajdujesz firmę, w której dowiadujesz się z ogłoszenia, że możesz zarobić sporą kasę za prostą robotę. Dojeżdżając na rozmowę kwalifikacyjną słuchasz pracowników, którzy mówią między sobą „Ci nowi przyjdą, to mają więcej niż my po pięciu latach doświadczenia a jeszcze będzie trzeba ich uczyć. A jak coś spierdzielą, to my opier… dostaniemy”. No cóż, na pewno na starcie mnie polubią 😎

Postanowiłem szukać innej pracy i koleżanka poleciła pracę w lokalu gastronomicznym w galerii handlowej, do której niedawno poszła. Początki spoko, Menadżerka wielokroć informowała, że w pracy nie ma faworyzacji, że pracownicy są traktowani równo, że mamy jako pracownicy być dla siebie uprzejmi, pomocni, itp..

Pierwsza sytuacja była, gdy wykładałem frytki z frytkownicy. Ona nie rozglądając się postanowiła przejść z punktu A do B w stronę lady, co skutkowało moim nagłym zatrzymaniem się z sitem i wysypaniem około czterech frytek na ziemię. Zaczęła krzyczeć na mnie z oburzeniem, że robię burdel, że tu panuje syf i chaos, że przez takich jak ja restauracja ma wielkie straty na jedzeniu, że stwarzam niebezpieczeńśtwo, kiedy tłuste rzeczy leżą na podłodze, itp.. Widziałem aby tłum Klientów, którzy uciekali od nas do konkurencyjnej. Czy to coś dało jej do zrozumienia? Tak. Że przez te cztery frytki na podłodze Klienci zauważyli burdel w naszej restauracji i wolą zjeść tam, gdzie jest czysto. Oczywiście, jej wrzask nie miał na to żadnego wpływu…

Ogólnie pominę fakt, że żeby tam pracować trzeba było za własne pieniądze kupić obuwie BHP, wyrobić książeczkę sanepidowską i zrobić badania, a pod pretekstem luźnego Dress Codu przychodzić we własnych ubraniach, które każdego dnia miały być czyste (kto pracował na kuchni ten wie, że nie da się nie ubrudzić).

Jednego dnia w tygodniu była promocja, na którą rzucało się mnóstwo Klientów, więc zdarzało się, że tego dnia, aby się wyrobić, to przychodziło się do pracy kilka minut wcześniej, nie szło się na przerwę, aby menadżerka była zadowolona, że zależy Ci na pracy i na dobrej relacji z nią, a nie, że liczą się tylko pieniądze (głupie myślenie młodego człowieka). Jednego dnia przychodząc punktualnie był od razu opier… na całą knajpę, że się nie wyrobię i że jak ja mogę tak późno do pracy przychodzić, że się spóźniłem, że jej nie szanuję, że nie zależy mi na tej pracy i żadne moje tłumaczenie, że od tej zaczynam normalnie, a zawsze przychodziłem wcześniej nic nie dało.🤨

Przyspieszając na kuchni robotę, rozsypałem troszkę mągi, więc zacząłem słuchać, jak bardzo jestem niezorganizowany, chaotyczny, bałaganiarz, przez co kilku Klientów odeszło znów od lokalu. Oczywiście wina znów była moja. No w końcu mówiła do mnie, a to, że Ci Klienci słyszęli, to też moja wina… Oczywiście miało też nie być żadnej faworyzacji.
Kiedy my mieliśmy mnóstwo obowiązków , bo trzeba było przygotować restaurację na otwarcie, dbać ciągle o porządek (kto robił w restauracji ten wie, ile to roboty) to kilku pracowników w tym czasie stało przy kawce z kierowniczką przy kawce i często sobie z nią dyskutowali. A najczęściej o nas – jak to bardzo chu****mi pracownikami jesteśmy i jak bardzo się opieprzamy.

Kiedy jednego dnia zakończyłem pracę, jej ulubieńcy zaczęli bardzo narzekać – ile to nie ma teraz zamówień i ile to nie muszą się teraz narobić. Dostałem hałas od kochanej menadżerki, że jak to tak mogę patrzeć na to ile jest roboty i sobie na spokojnie iść teraz do domu i nie pomóc kolegom… Że przecież jesteśmy kolegami z pracy i że pieniądze nie powinny się liczyć i że te 15 minut by mnie nie zbawiło, gdybym został…

Koleżanka jednego dnia poinformowała, że się spóźni, bo ma problemy z autem. Dostała hałas, że jak tak można nie szanować pracy, że trzeba wstawać wcześniej i poznać stan techniczny pojazdu, że spóźnianie się jest nie na miejscu, etc.. Ostatecznie koleżanka dotarła na czas. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale drugiego dnia popsuła nam się maszynka do rejestrowania godzin pracy (za pomocą karty rejestrowało się gdzinę rozpoczęcia i zakończenia pracy). Menadżerka więc spisywała nasze godziny na kartce i kazała przyjść złożyć podpis. Pamiętam aby rozmowę w stylu:
– Ale ja byłam od 8:30 a nie od 9:00
– Ojeju, że też Ci chodzi o te pół godziny…
– Że co? A jak się kiedyś spóźniłam 5 minut, to miałam normalnie od pensji odjęte
– Ty jesteś pracownikiem i Ty powinnaś dbać o to, by dotrzeć na czas i to Tobie powinno zależeć.
– Aha? Dobra, niech będzie, podpiszę to…

Ponieważ dzień wcześniej była wypłata, mając dość jej zachowania wyszliśmy wszyscy z pracy tego dnia wszyscy pół godziny wcześniej. Na kuchni nie został nikt, oprócz jej „lizusów”. Kiedy zaczęła krzyczeć, powiedzieliśmy, że „ojeju, że też chodzi Ci o te kilka minut…”. Jej mina bezcenna i powiedziała, że powinno nam zależeć na pieniądzach, więc się zaczęliśmy śmiać, że pieniądze nie są najważniejsze. My się tam nigdy więcej nie zjawiliśmy, a jej lizusy… No cóż. Okazało się, że nie umieli za dużo, restauracja nie miała w tym czasie zbyt wielu Klientów, chwilę można rzec nie działała. Wiem aby z plotek, że była jakaś tam kontrola z góry i że Ona tam już menadżerką nie jest. A szkoda. Jakie mieliśmy z tego tytułu konsekwencje? Na zleceniu w sumie żadnych… Pieniądze? Dostaliśmy, ale najwięcej radości dawała satysfakcja🤪

Następnie robota na magazynie, gdzie w sumie robota była prosta jak budowa cepa. Też umowa zlecenie. Przewożenie przedmiotów z punktu A na magazynie do punktu B na sklepie no i wyłożenie ich na odpowiednie regały.

Oczywiście i tutaj kierownictwo dawało radę na każdym kroku udowadniać Ci, że mimo tego, że teraz studiujesz, to jesteś d…… . Jak nie za wolno, to za mało. Jak nie za mało, to brak efektywności pracy. Samemu dźwigasz dosyć ciężkie rzeczy i chcąc je wrzucić na górną półkę po prostu się poddajesz. Częstą odpowiedzią było „Co to na takiego chłopa, jak Ty? Ty to powinieneś zrobić mając jedną rękę związaną na plecach…”

Pamiętam, że raz kazali mi rozłożyć farby przy pomocy paleciaka. Nie pamiętam, ile ważyła paleta, ale na pewno przekraczało to maksymalną wagę, która mogła znaleźć się na paleciaku. Gdy mijał mnie kierownik powiedziałem, jaka to jest ciężka paleta i że nie dam rady tego uciągnąć. Odpowiedział, że mam wziąć sobie kogoś do pomocy i damy sobie radę, a BHP to nigdzie nie jest przestrzegane (ciekawe). Pracownik, który mi pomagał powiedział, że mam uważać na to, co jestem w stanie dźwigać a co nie, bo On już sobie w tym miejscu kręgosłup zniszczył. Właściciel podszedł i mi dał do zrozumienia, że płaci pracownikom wielkie pieniądze za to, że pracują, a moja praca nie jest warta żadnych pieniędzy w takim razie.

Współpracę znów zakończyli Oni. Jednego dnia poczułem się bardzo źle z rana i zadzwoniłem z zapytaniem, czy mógłbym nie przyjść jednego dnia do pracy. Odpowiedź w słuchawce była tak głośna, że współlokator słyszał odpowiedź w swoim pokoju, a dzieliły nas dwie ściany… Gdy przyszedłem do pracy, od razu raczej większość pracowników zauważyła we mnie jednodniową niezdolność do pracy, jednak kierownik uznał, że to oczywiście udawanie i kazał zasuwać. W ostateczności gdy do niego doszło, że prawie zabrudziłem swoją drogą pokarmową niektóre chemiczne produkty na sklepie, powiedział, że mam iść do domu. Tego dnia też zadzwonił i powiedział, że kończymy współpracę.

Chwilę później znalazłem pracę w piekarni, gdzie wszystko przechodziło ludzkie pojęcie. Niestety, firma skończyła podobnie jak Menadżerka restauracji… Zbytnio nie istnieje…
Przychodząc dowiaduję się, że mam kilka dni próby bez umowy, abym się wszystkiego mógł nauczyć, ale ostatecznie dano mi zleceniówkę Nigdy nie wiedziałem, kiedy zjawię się w pracy. Jednego dnia szło się na pierwszą w nocy, drugiego na szustą w nocy… Elastyczny grafik? Jasne! Raz miałem przyjść na 23:00, więc wcześniej warto było pospać. W ostateczności godzinę przed rozpoczęciem dostaję informację, że jednak mam się zjawić o 5:00… Noc stracona na Youtube, ale nastała czwarta, więc kąpiel, dojazd do miejsca pracy i otrzymanie informacji, że dziś jednak pracować nie będę.

Czasem człowiek po pracy szedł spać i budząc się widział trzy nieodebrane połączenia od szefostwa.

Czasem zastanawiało mnie, czemu osoba na moim stanowisku musi tak ciągle biegać i czemu nie zatrudnią na nie kogoś jeszcze, czy szefostwo nie zauważa ile jest roboty i że jedna osoba się ledwo co wyrabia?

Okazało się, że owszem, szefostwo widziało. Ale widziało od drugiej strony. Były kiedyś na tym stanowisku dwie osoby, ale jedna kiedyś zachorowała. Druga pokazała, że umie pracować sama, więc i tak zostało…

Dowiedziałem się od Właścicieli, że pewien pracownik bierze ciągle L4. Mówiąć ciągle, to mieli na myśli, że rok temu i teraz. Ze względu na to, że gościu w tym miejscu pracował prawie 20 lat, codziennie dostawał telefony z troskliwym pytaniem „jak się czujesz, czy już lepiej, itp..”

Pracownica poprosiła o urlop. Słyszałem tylko odpowiedź „Znowu chcesz urlop?” Okazało się, że wcześniej wzięła dzień wolnego na wizytę u lekarza… Wcześniej, czyli pół roku temu…

Gdy nastał dzień wypłaty, dialog był taki:

– To na ile my się umawiali? 15 na godzinę?
– Jak najniższa na zleceniu to 18 z groszami…
– Co? Przecież Ty mi tu teraz bredzisz, chcesz mnie naciągnąć na pieniądze…
– Nie, serio… Najniższa godzinowa to 18,30 brutto. Tyle jako student powinienem dostać do ręki.
– [Szef stuka w internecie] Dobra… [pieniądze przelane]

Na drugi dzień przychodzę do pracy i wykonuję dosyć ciężkie obowiązki. A to sprzątanie w środku i na zewnątrz w porze zimowej, przenoszenie ciężkich przedmiotów z miejsca na miejsce… Po kilku godzinach wykańczającej pracy wysłano mnie na kuchnię, abym pomógł dokończyć pierniczki. Że nie miałem zbyt dużego doświadczenia, kazano mi je po prostu polewać lukrem oraz czekoladą i przyozdabiać posypkami. Szefostwo przyszło zdenerwowane z wrzaskiem, że ja nie dostaję prawie 20 zł na godzinę, żeby sobie stać i pocierać palce o siebie…

Rozwiązaliśmy współpracę i tylko usłyszałem na koniec, że skoro w tak młodym wieku tak często zmieniam robotę, to niezbyt dobrze o mnie świadczy. Cóż… Rotacja w niektórych miejscach pracy, albo fakt, że firma gościa, który mi to powiedział już nie istnieje również o czymś świadczy…

Taka to młodość, taki to start w życiu. Nam młodym to się poprzewracało wiadomo gdzie! Chcielibyśmy jakieś prawa pracownicze, jakieś BHP, jakieś normalne warunki pracy i jeszcze zarabiać… Na szczęście dzisiaj pracuję w bardzo fajnym miejscu za bardzo fajne pieniądze i nie narzekam! Studia dobiegają końca i miejmy nadzieję, że w życiu będzie już tylko łatwiej…

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE