Wrócił do Kauflandu po zawale serca. Zwolnili go w 15 minut, wciskając „porozumienie stron”.

0
204

Praca w Kauflandzie, jednej z największych sieci handlowych w Polsce, dla wielu jest szansą na stabilne zatrudnienie. Jednak historia, która niedawno obiegła media społecznościowe, rzuca cień na wizerunek firmy jako pracodawcy. Pracownik krakowskiego marketu został zwolniony kwadrans po powrocie z długiego zwolnienia lekarskiego, na którym przebywał po operacji i rozległym zawale serca. Forma, w jakiej to zrobiono, budzi ogromne kontrowersje.

„FirstDay zamienił się w LastDay”. Szok w krakowskim Kauflandzie

Wyobraź sobie, że po czterech miesiącach walki o zdrowie – najpierw po skomplikowanej operacji stawu skokowego, a potem po rozległym zawale serca – w końcu wracasz do pracy. Pełen nadziei, chcesz wrócić do normalności i swoich obowiązków. Taką właśnie historię opisał w swoim poście jeden z pracowników Kaufland Polska w Krakowie (market K3).

Jego powrót trwał zaledwie 15 minut. Po tym czasie na jego stanowisku pojawił się przełożony, wręczając mu… wypowiedzenie umowy za porozumieniem stron. „Nie ukrywam, FirstDay zamienił się w LastDay, co było bardzo niespodziewane” – napisał zwolniony mężczyzna, który z firmą był związany przez blisko 2,5 roku.

Choć sam autor wpisu stara się podchodzić do sytuacji z godnością, dziękując koleżankom i kolegom za współpracę, kulisy tego zwolnienia wywołały w sieci burzę. Komentatorzy i eksperci prawa pracy nie zostawiają na firmie suchej nitki, wskazując, że takie potraktowanie pracownika jest nie tylko nieetyczne, ale obnaża bezwzględne praktyki korporacyjne.

Porozumienie stron – pułapka na pracownika?

Najwięcej kontrowersji budzi forma zakończenia współpracy – porozumienie stron. W teorii jest to zgodna wola obu stron. W praktyce, w takich okolicznościach, staje się narzędziem w rękach pracodawcy do pozbycia się pracownika w sposób szybki i tani, z pominięciem jego praw.

Dlaczego pracownik w tak trudnej sytuacji zgodził się na podpisanie dokumentu podłożonego mu pod nos? Z jego późniejszych tłumaczeń wyłania się obraz osoby postawionej pod ścianą, która próbuje racjonalizować krzywdzącą decyzję:

  1. Szacunek dla pracodawcy – To argument, który wywołuje największe zdziwienie. Gdzie był szacunek pracodawcy, który zwalnia lojalnego pracownika tuż po jego powrocie do zdrowia, nie dając mu nawet szansy na ponowne wdrożenie się w obowiązki?
  2. Lepsza odprawa – Choć porozumienie mogło zakładać wyższą odprawę, często jest to pozorna korzyść. Podpisując taki dokument, pracownik traci prawo do otrzymywania wynagrodzenia w okresie wypowiedzenia. Co więcej, rejestrując się w urzędzie pracy, zasiłek dla bezrobotnych otrzyma dopiero po 90 dniach, a nie od razu. Czy jednorazowy zastrzyk gotówki faktycznie to rekompensuje?
  3. Uniknięcie stresu – Pracownik tłumaczył, że nie chciał „odraczać tego w czasie”. To klasyczny przykład działania pod presją. Odmowa podpisu nie groziłaby zwolnieniem dyscyplinarnym. Pracodawca musiałby wręczyć mu standardowe wypowiedzenie, co dałoby pracownikowi czas, pieniądze i pełne prawa wynikające z Kodeksu pracy.
  4. Kwestie finansowe są mniej ważne – To luksus, na który niewielu może sobie pozwolić. Dla większości pracowników utrata źródła dochodu z dnia na dzień to dramat.

Praca w Kauflandzie, a wizerunek „Janusza biznesu”

Analizując tę historię, trudno oprzeć się wrażeniu, że praca w Kauflandzie, a przynajmniej w tym konkretnym oddziale, może wiązać się z ryzykiem bycia potraktowanym w sposób przedmiotowy. Działania zarządu i HR-u krakowskiego marketu zostały przez internautów jednoznacznie określone jako „świństwo” i podręcznikowy przykład działania w stylu „Janusza biznesu”.

Zamiast wziąć odpowiedzialność za zwolnienie pracownika, firma wybrała drogę na skróty. Podsuwając do podpisu porozumienie stron, Kaufland umył ręce, unikając konieczności podawania przyczyny wypowiedzenia, zachowania okresu wypowiedzenia i potencjalnych roszczeń ze strony pracownika przed sądem pracy.

Choć zwolniony pracownik próbuje lukrować rzeczywistość i szukać pozytywów, jego historia jest gorzką pigułką i ważną przestrogą. Pokazuje, że za korporacyjnym uśmiechem i wizerunkiem solidnego pracodawcy mogą kryć się praktyki, które z etyką i społeczną odpowiedzialnością biznesu nie mają nic wspólnego. Dla wielu osób szukających opinii o pracy w Kauflandzie, ten incydent będzie poważnym sygnałem ostrzegawczym.

Poprzedni artykułEgzekucja z nieruchomości – kiedy komornik może zająć mieszkanie?
Następny artykułCzy AI zabierze nam pracę? Historie ludzi, którzy już stracili zatrudnienie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj