poniedziałek, 28 listopada, 2022
Strona głównaPiekielni szefowieZa garść złotówek...

Za garść złotówek…

Miejsce: sklep hurtowy typu selgros.
Stanowisko: dział kompletacji zamówień.

Zacznijmy od głównego spoilera, w ostatecznym rozrachunku wszystko było za 2400 na miesiąc…

Parę miesięcy temu zatrudniłem się w sklepie hurtowym co to udawał wielkie korpo. – tyle że w korpo to przynajmniej płacą jak w korpo.

Pierwszego dnia powinienem uciekać kiedy częścią wdrożenia była 5 godzinna prezentacja o tym dlaczego firma jest z*jebista…

Drugiego dnia po wszystkich wykładach zostały jakieś dwie godziny więc dołączyłem do jedynej współpracownicy na dziale.

To jest ważne, żeby sprostować, ten dział przez dwa lata nie miał kierownika i jedna pani Marzenka przez dwa lata ten dział dźwigała, żadnego systemu nic.

Klienci albo wysyłali zdjęcia swoich wygryzdanych list zakupowych
Albo wysyłali jej listę sms
Albo dzwonili żeby sobie spisała listę do kompletacji.

No więc klient wpisał tymbark mango na listę jako sok a jest tylko tymbark NEKTAR mango.
To ważne, bo teraz Marzenka musiała zadzwonić do klienta i wypytać czy to na pewno to i czy nie zaszła pomyłka – całość może 30 sekund.

W te 30 sekund lekko oparłem się o wózek z zamówieniem, bo składaliśmy cały wózek razem.

Trzeciego dnia nowa pani kierownik, nie Marzenka, która przyjeżdżała o 5 rano i kończyła o 19 przez ostatnie dwa lata, poinformowała mnie, że są na mnie skargi…

Że chodzę za wolno – pchanie wózka z zakupami 200 kilo to nie formuła ale ok.

Że patrzę w telefon – bo służbowego mi nie dali a kazali mi zrobić zdjęcie listy numerów klientów więc kiedy kasjerka do zafakturowania zamówienia potrzebowała numeru klienta to musiałem spojrzeć w telefon.

Że opieram się o wózki – no komedia.

Powiedziałem pani kierownik, że mogę od razu zrezygnować- trzeba było.

Czwartego dnia dowiedziałem się, że powinienem też mieć skaner którego tak jak telefonu służbowego nikt mi nie dał.

Czasem takie cuda zajmują parę dni, ale żeby od razu awantura?

Piątego dnia przez region przeszła wirusówka bo wielu znajomych z widzenia miało to samo więc z powodu zdrowia zostałem zwolniony do domu.

Szóstego dnia Marzenka próbowała się do mnie dodzwonić ale na hali nie było zasięgu więc kiedy wreszcie udało nam się porozumieć Marzenka zaczęła się na mnie wydzierać, że czemu ja nie odbieram, jak ona dzwoni to ja mam odbierać, bo ja powinienem być pod telefonem… tym telefonem co go nie dostałem więc powiedziałem Marzence, że to jest mój prywatny numer i nie muszę go odbierać w godzinach pracy wcale.

Marzenka zagroziła, że pójdzie z tym do kierownika, powiedziałem jej, żeby poszła.

Minuta pięć pani kierownik mnie znalazła i próbuje ogarnąć tę sytuację wspominając, że są na mnie dalej skargi…

Że dalej patrzę w telefon… na którym mam listę klientów.

Że nie fakturuję sam – fakturowanie tylko przy kasie a szkolenia na kasę nikt mi nie zrobił więc pani kasjerka musiała wszystko skasować.

I że nie mówię współpracownikom dzień dobry… to będzie złoto.

Każdy w firmie musiał nosić przynajmniej kamizelkę z logiem.
Panie z biura miały przypinki z logo firmy
Kierownika nigdy nie poznałem, i tu zaczyna się zabawa.

Kierownik wyglądał jak typowy klient sklepu hurtowego i łaził po hali żeby kontrolować pracowników 🙂

Więc to jemu, najważniejszej osobistości nie powiedziałem dzień dobry…

Dnia siódmego jakiś baran wydzierał się za mną przez pół hali, tak kierownik, tylko że ja dalej nie wiedziałem kto to jest.

Kiedy podszedł na odległość nieświeżego oddechu zapytałem go wprost jak każdego klienta Andrzeja „czego ty się #*%@ wydzierasz, dział reklamacji na lewo ja nie obsługuję indywidualnych klientów”.

Darcia gęby nie było końca, pan kierownik zaprasza na rozmowę do biura…

Kierownik najpierw mówi o moim braku wychowania i szacunku, podkreśla ” jeszcze nawet nie wykazałeś chęci odrobienia swojego zwolnienia do domu „próbuje jakąś korpo gadkę zacząć a ja stoję jak numernabis u kleopatry:

– firma jest jak jeden organizm, wszyscy musimy z siebie dawać 100%.
– jasne.
– kiedy ktoś odstaje to cierpi cały organizm.
– jasne.
– teraz będzie ciężki okres, mamy wielkie zlecenie zza granicy.
– jasne.

Tu próbował chyba na mnie narzucić że powinienem się wykazać czy coś.

– i to tobie powierzam to zadanie.
– jasne, pie*dol się.

Przerabiałem zbyt dużo polskiego januszexu żeby odpowiadać „tak panie kierowniku, oczywiście panie kierowniku”

Kierownik wstał zza biurka czerwony od swojego buractwa z gromkim SŁUCHAM?!

Ja odpowiadam „to właśnie ja k**** słucham, czy ty siebie słyszysz? Ty zdajesz sobie sprawę, że to jest karalne? Jakie odrabianie zwolnienia, jedna wizyta w inspekcji i cały ten twój burdel zamykają.”

Jako że było już 20 minut po moim czasie pracy w nerwach powiedziałem „masz czas do jutra żeby się ogarnąć albo idę do inspekcji”.

Wyszedłem do domu.

Na następny dzień wątpiąc w swoje poczynania powiedziałem na wejściu dzień dobry do kierownika a ten coś odburczał o zatrudnieniu.

Pałe się przegła ostatecznie.

Poszedłem do nowej pani kierownik działu i powiedziałem, że się zwalniam tu i teraz.
Pani kierownik z szokiem zapytała „ale to przez te skargi?”
Ja odpowiedziałem NIE.

Co jakiś czas na pracuj przewija się ogłoszenie na ten dział.
Ciekawe czemu nikt tam nie chce pracować.

Co było dla mnie większym szokiem to fakt, że miesiąc po mojej przygodzie nowa pani kierownik też poszła w cholerę i szukali nowego kierownika.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE