wtorek, 15 września, 2026
Strona główna Piekielni szefowie Januszyca w sklepie zoologicznym

Januszyca w sklepie zoologicznym

1
2475

Słowem wstępu: miejscem pracy był sklep zoologiczny, okres wakacyjny, temperatury po 30 stopni, w sklepie brak klimatyzacji, zmiany 10 godzinne 😉 na samą myśl czuję ten zapach 😁 Szefowa (na szczęście już była) to prawdziwy Janusz biznesu, zawrotna stawka 12(!!) złotych na godzinę.

Desperacja jednak popchnęła mnie w kierunku tej jakże opłacalnej pracy. Nasza współpraca na początku nie pozwoliła mi wywnioskować, że baba oprócz tego, że jest Januszem ma też jakieś poważne zaburzenia.

Jedna historia zapadła mi szczególnie w pamięć, prześladuje mnie do tej pory i wywołuje śmiech przez łzy albo na odwrót.

W ciągu trzech miesięcy poprosiłam o jedną sobotę wolną, z 3 tygodniowym wyprzedzeniem, żeby mogła znaleźć dla mnie zastępstwo, bo tyrałam 6 dni w tygodniu w z*jebistych warunkach.

Oczywiście było kręcenie nosem ale ostatecznie zastępstwo się znalazło i jakże łaskawa „Januszka” odpuściła mi tą jedną, jedyną sobotę.

Rollercoaster zaczął się w poniedziałek kiedy po otwarciu sklepu dostałam telefon z informacją, że pomieszałam karmy w jednym worku 25 kilogramowym, że jest pewna, że to ja się pomyliłam i trzeba tą karmę przesortować.

25 kilogram, w worku zbiorczym, ledwo otwartym. Wtedy jeszcze niedoświadczona, naiwna, młoda i głupia strasznie się przejęłam, że ta kobiecinka będzie stratna i w przerwach między obsługą klientów, spędziłam 8 godzin sortując ziarenka tej karmy, przysypując ją do osobnych woreczków.

W całych tych 25 kilogramach znalazłam tylko 50 ziarenek i jak na koniec zmiany do mnie dotarło co właśnie miało miejsce i że ta baba sama je tam dosypała – wyszłam i nigdy nie wróciłam. Niesmak pozostał do teraz 😁

Poprzedni artykuł„Bo to mi powinno zależeć na pracy”
Następny artykułSzefowa wyjada moje jedzenie z lodówki w pracy.

1 KOMENTARZ

  1. To, że szefowa januszyca, nie ulega wątpliwości, ze względu chociażby na tryb pracy – z drugiej strony jednak pojawia się inna kwestia – przybytek otwarty od np 10- 20, w sklepie jedna osoba – aktualnie jakiegokolwiek pracownika brak – więc jasne staje się, że poza „ustawowo wolnymi dniami” – będzie się zapier– praktycznie non stop (pomijam już samą stawkę).

    Jednak co mi nie pasuje – to przychrzanienie się o sytuację z karmami – worek 25kg. NIE WIDAC co jest głębiej – jeśli jakieś dwa rodzaje zostały pomieszane – to staje sie to towarem, nie nadajacym sie do normalnej sprzedaży, bo czekanie na klienta, któremu to nie bedzie przeszkadzało może naprawdę DŁUGO potrwać. Kto wsypał nie to żarcie do nie tego wora – tak naprawdę już kij z tym. Akurat to jest też prawem szefa, żeby pracownik naprawił coś, co on schrzanił – o ile nie chodzi o jakąs skomplikowaną sprawę. Skoro ” tylko z wierzchu było może z 50 ziarenek” to wystarczyło użyć mózgu, by się zorientować, że tak faktycznie jest> Do tego jeszcze bezmózgie stwierdzenie, ewidentnie sugerujące, że babka zrobuła to z premedytacją i na tej podstawie przypuszczenie, że ma problemy psychiczne…

    Problemy to raczej ma autorka, skoro sytuacja z pracą „prześladuje ją do tej pory”, a jedyna piekielność jest absolutną bzdurą, którą można było załatwić w porywach – w paręnaście minut. I nie uwierzę, że w jakimś lokalnym jednoosobowym sklepiku był ruch większy niż 5 osób/h

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj