Mogę napisać książkę, ale podam trzy sytuacje.
Pierwsza: zadzwoniłem, aby powiedzieć, że jestem chory i nie przyjdę do pracy w następny dzień. Usłyszałem:”jak ty sobie to kurwa wyobrażasz”.
Druga: kiedyś za jeden dzień urlopu, ostatni roboczy dzień miesiąca, ujebał mi 500 zł wypłaty (a więc wszystko, co dostawałem pod stołem).
Trzecia: kiedyś zapytał mnie, gdzie kupić… nawet już nie wiem co. Zastanawiałem się, ale zdążyłem już usłyszeć: co ty wiesz, kurwa nic.
Dobra bedzie więcej. Oszczędzał na opale, wiadomo utrzymanie pałacu, trzech aut i prywatnych studiow dla dzieci kosztuje. w zimie słyszeliśmy, że trzeba się cieplej ubierać. gdy powiedziałem, że nie będę pod telefonem 24/7 za minimalną (wtedy już nie było paru stówek pod stołem, bo covid. Oczywiście, hajs z PFR zaj**ał dla siebie). Usłyszałem, żebym wyp***dalał, rozwiązujemy umowę i ze nie będzie prosił.



