poniedziałek, 6 lutego, 2023
Strona głównaPiekielni szefowiePraca w lokalnej stacji radiowej

Praca w lokalnej stacji radiowej

Skończyłam studia magisterskie na kierunku dziennikarskim i medialnym. Ponieważ „sprawdzałam się” podczas stażu (który był swoją drogą lepiej płatny, niż umowa), zatrudniono mnie w lokalnej stacji radiowej. Umowa o dzieło, bez odprowadzanych składek, w tej branży – zupełnie normalne, wszędzie tak było. A tak przynajmniej do niedawna sądziłam. Wcześniej pracowałam również w „innym, popularnym medium propagandowym” za przysłowiowy „frajer”.

W każdym razie, rozpoczęłam pracę w radiu. W skład moich obowiązków wchodziło to samo, co w przypadku reszty reporterów m.in.: przygotowywanie serwisów, audycji, rozmów z gośćmi, obsługa eventów, dyżury + dodatkowo zawieranie umów marketingowych i reklamowych oraz obsługa wszystkich weekendów (w ciągu trzech lat pracy naliczyłam, że miałam wolne jedynie trzy weekendy – z powodu choroby).

Praca minimum 3 dni w tygodniu oraz każdy weekend. Płaca – od materiału, zawsze taka sama, bez względu na to, ile czasu i zaangażowania na niego poświęcisz. Reszta zespołu była normalnie zatrudniona, na UoP. Za „nadprogramowe” materiały otrzymywali gratyfikację w postaci premii. O swoją umowę lub zmianę, chociaż na zlecenie prosiłam się ponad dwa lata i finalnie jej nie dostałam, „bo firma nie ma środków”. Po wszystkim cieszyłam się, jeśli moja wypłata końcowa wynosiła 800 złotych (na ogół mniej).

Dawałam się dymać, ponieważ byłam przekonana, że to normalne w tym zawodzie. Rzeczywistość jednak zweryfikowała, że jest inaczej. Otrzymałam lepszą propozycję od innej stacji i byłam w szoku, gdy zobaczyłam po raz pierwszy normalną, uczciwą wypłatę.

Moja poprzednia firma nadal boryka się z brakiem pracowników. Na chwilę zahaczają się tam studenciaki, którzy chcą na szybko dorobić i/lub zrobić praktykę i którym nie zależy na składkach, bo mają je zapewnione z racji statusu studenta. Ja zarabiałam po dwóch latach i za większą ilość pracy tyle samo, co student na stażu (a czasem nawet mniej).

Piszę tego posta w zasadzie ku przestrodze dla tych, którzy rozważają pracę w mediach (jakichkolwiek, wszędzie działa to bardzo podobnie; przerobiłam kilka różnych stacji i wydawnictw). Nie przyjmujcie roboty w oparciu o umowę o dzieło na okres dłuższy, niż miesiąc (powiedzą wam, że to okres próbny, ale potem równie dobrze mogą stwierdzić, że jednak nie są pewni, czy się sprawdzacie i w sumie to popracujcie jeszcze ze trzy miesiące na śmieciówie). W tej branży to bardzo dużo czasu, aby poznać się na pracowniku i „oszacować” jego przydatność. Jeżeli się sprawdzicie, a nie zaproponują wam lepszej umowy, ale mimo wszystko będą chcieli was zatrzymać do obsługi wiadomości, to znak, że szukają frajera do półdarmowej pracy. Wbrew pozorom to wcale nie jest normalne, nawet w takim zawodzie, jak dziennikarz, reporter, czy wydawca.

Obowiązków jest mnóstwo, do tego nienormowany czas pracy, bo tutaj ZAWSZE coś się dzieje, a nawet na miskę ryżu nie zarobicie.

Dziękuję za uwagę!

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE

Black Jezus on Porównanie UK z Polską
Grzegorz Brzęczyszczykiewicz on Praca w warsztacie samochodowym w UK
Black Jezus on Mamusia szefa
Robert on Pani Kasia
Grzegorz Brzeczyszczykiewicz on Praca w warsztacie samochodowym w UK
Zombie driver on Klasyczny karynex