wtorek, 15 września, 2026
Strona główna Piekielni szefowie Barierki dla dzieci i robienie po kosztach

Barierki dla dzieci i robienie po kosztach

0
964

Kiedyś się pewnie rozpiszę bardziej, bo takiego stężenia patologii w jeden miesiąc to nie widziałam, ale przytoczę najgorszy przykład. Najgorszy, bo zwyczajnie niebezpieczny.

Dostałam od szefa polecenie na zaprojektowanie barierek do szkoły podstawowej (ważne w tej historii). Dał mi wyraźne polecenie „sprawdź normę na barierki”. No to sprawdziłam. Nie była jakaś skomplikowana, minimalna wysokość tyle i tyle, odległość szczebli tyle i tyle, wszystkie naroża stępione (czyli miejsca, gdzie dwa płaskowniki łączyły się pod kątem 90 stopni, powinny mieć łagodny promień, a nie ostry kant- względy bezpieczeństwa).

No i gadam z szefem, że ja to widzę tak i tak, materiału pi razy drzwi tyle, aż przechodzę do tych naroży, a on mi przerywa i mówi „te naroża pomijamy”. Ja oczy jak pięć złotych i pytam „ale jak to pomijamy, to dla bezpieczeństwa”. „No co ty, a to drożej wyjdzie, a to coś tam, nie robimy”. Koleś normalnie chciał, żebym zaprojektowała coś niezgodnie z prawem i jeszcze się pod tym podpisała. Oczyma wyobraźni już widziałam bachornie, która się popycha, jedno spada głową na ten narożnik i śmierć na miejscu. Albo po prostu, dzieciak się zagapi i uderzy. Również możliwa tragedia, bo na jednym odcinku barierki miała ona wysokość 120 cm.

Na szczęście Janusz mi nie przedłużył umowy, a to było już pod koniec tej, którą miałam (d*bil na kilka dni przed końcem nie umiał mi powiedzieć, czy mi przedłuża czy nie). Nigdy się tak nie cieszyłam, że nie dostałam kolejnej umowy

Poprzedni artykułSzef postanowił że nie zapłaci mi za nadgodziny – powód jaki wymyślił był absurdalny
Następny artykułPani Kasia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj