poniedziałek, 26 września, 2022

Zielona mafia

Dwa miesiące, po raz kolejny, pracowałem w spożywczaku, który wszyscy dobrze znają pod zielonym szyldem. Pandemia zrobiła swoje i każdy łapał się jakiejkolwiek pracy, aby mieć co włożyć do pyska. Krótko mówiąc, sytuacja była i nadal jest ciężka.

Sklep niby na odludziu, jednak obroty były takie, że jak na osiem godzin stanęło się na kasie tak przez te osiem godzin trzeba było się zamieniać z kimś z magazynu, żeby chociaż iść się, za przeproszeniem, wysrać gdzie i tak trzeba było się spinać, bo hot dogi same się nie ukręcą a w tym czasie zawsze znajdzie się trzech kolejnych w kolejce po setkę rudej i papierosy.

Typowa praca w ”płazie”. Z większością pracowników relacje były super, z niektórymi rozumieliśmy się bez słów i praca, chociaż ciężka, była dosyć przyjemna, dopóki nie pojawiała się szefowa, to jest ajent, bo ile naszefowała tyle mogła, ale nawet samą siebie rąbała na paragonach. Pojawiała się codziennie na parę godzin, robiła zamówienie, rozliczyła straty z przeterminowanych kanapek, ponarzekała trochę, nabroiła i jechała do domu. W tym czasie potrafiła człowieka zakręcić, że jakim prawem podczas wykonywania już dwóch czynności jednocześnie, nie wykładamy pieczywa świątecznego, którego zamówiła dużo za dużo (najpierw nas częstowała, potem kazała brać za pół ceny, dalej, jak wszystko zaczęło schnąć, rozdawała za darmo… W rezultacie po dziś dzień leży w sklepowej zamrażarce).

Bardzo lubiła robić uwagi na temat wyimaginowanego romansu między pracownikami, ze szczegółami opisywać przy klientach jak to, cytuję, ”p*rzą się” w toalecie (dobrze jakby był na takie rzeczy czas) lub na temat mojego wyglądu, moich zwierząt, bo jak to można lubić jaszczurki czy pająki i jakie to obrzydliwe, jak ja tak mogę. Uważała to wszystko za przezabawne a jak ktoś się nie śmiał lub prosił, żeby przestała to wiadomo, obraza majestatu.

Zaadoptowała kolejnego psa – no to zaczęło się wypytywanie, wyciąganie na magazyn, często wykorzystywanie mojej przerwy na wepchnięcie sobie kanapki do żołądka. Czemu piesek płacze? Czemu po kastracji dostał szoku? A czemu drugi pies na niego warczy jak się tego pogłaszcze. I czemu po suchym chappi sra dalej niż widzi.

Dlaczego właśnie ja musiałem tego wszystkiego słuchać? Bo jej się przypomniało, że posiadam dyplom technika weterynarii i akurat jestem pod ręką. Za wywody, które byłem zmuszony jej robić, w gabinecie zapłaciłaby od 50 zł w górę, także niedziwne, że do dzisiaj z tego żartujemy.

A kobieta była tak rozumna, że nie docierało do niej absolutnie nic i nawet jak kupowała sobie ulubione wino i owoce to nie była świadoma, że waga kasowa oprócz bananów liczy jej także resztę zakupów czy tackę na gotówkę oraz masę innych rzeczy a wycofać towaru z paragonu, czy anulować transakcji też nie potrafiła.

Zamówienia robiła zupełnie niezgodne z tym, czego nam brakuje, obsługa systemu kamer była jej obca. Za to dobrze potrafiła rozliczać ludzi z brakującego towaru, który sama woziła na podmiankę do drugiego sklepu.

Przy wypłatach okazało się, że brakuje samych papierosów i tytoniu na ponad 300 zł – rozłożyła po pracownikach, mimo że paragony z naszych zakupów zostawały w notesie na dowód rozliczania się nawzajem uczciwie. Resztę strat też lubiła naliczać na innych, za to czasami poczęstowała przeterminowanym ciastkiem – normalnie żyć nie umierać.

Na prośby o wcześniejsze wypłaty, bo typowo mijały się z terminami płatności czynszu czy rachunków, zwykle odpowiedzią było spłacanie wynagrodzeń na raty. Resztę pieniędzy za listopad odebrałem parę dni temu – w styczniu. Za dojazdy godzinę w jedną stronę do pracy też miała oddawać, oczywiście nikt nie zobaczył ani złotówki za to usłyszał, że decydując się na pracę tutaj, trzeba było się liczyć z kosztami.
Z kosztami pracy. Mając ostro potrącane z wypłaty poniżej najniższej krajowej.

Dodam, że normalnie przychodząc pół godziny przed otwarciem sklepu i często 15-30 minut po zamknięciu, nic nie było wliczane w czas pracy a co się z tym wiąże jest to czysty wolontariat. I tak niestety jest akurat wszędzie.

Ale nie ma umowy, nie ma problemu, prawda? Bo za niepodpisaną umowę po łbie dostałem właśnie ja, kochana szefowa zaczęła mi wypominać, że rzekoma umowa od miesiąca leży gotowa do podpisania i jakim prawem jeszcze tego nie zrobiłem.

Dokumenty i książeczkę sanepidowską odzyskałem miesiąc po zakończeniu pracy. Tutaj przypomina mi się dzień, w którym zdechła nam mysz pod kasą i przypiekła się na kablach, a nie było ich mało, na trutkę też żałowała. Zapach był niesamowity a przez budowę blatu nie dało się jej wyciągnąć nawet pomimo tego, że próbowaliśmy rozebrać go na części.

Na części rozbierał się sam z siebie, ale gdzie indziej, czego zgłosić też się nie dało, może nie umiała, może jej się nie chciało, nie dowiemy się.

Na przykład takie zwykłe światło w kiblu nie działało parę tygodni, szczało się przy latarce telefonu, nawet była metoda, by stawiać na światełku butelkę z płynem do mycia szyb i w całym sraczu robiło się różowo, prawdziwy romantyczny klimat do p*rzenia się w zlewie.

Przynajmniej nie było czujki ustawionej na trzy sekundy, bo z czujką to się chodziło tańczyć albo robić rodeo na kiblu zupełnie jak w PKP. A kran za każdym razem delikatnie kopał prądem, do dzisiaj mam po tym odruch.

Teraz podobno obcina z wypłat, bo zbiera na wyjazd na Majorkę czy powiększanie tego co samo jej spuchło, coś w ten deseń, nic nowego, nic niespodziewanego. A myszy jak srały do kawomatu, tak srają. Tylko pracownicy zawsze byli zbyt oddani, chociaż powtarzałem nie raz, że ”to nie jest taka stawka, żeby nam w ogóle zależało”.

A awansu na ”ropuchę” jak nie było, tak nie ma.

Szkoda. Przynajmniej dyplom i cała ta reszta śmieci nie poszła na zmarnowanie.

Szefowej na pewno nie pozdrawiam i oby jej odpadło wszystko, co doklejone za to kolegę i koleżanki całuję i ściskam, czasami brakuje mi, żeby ktoś porządnie nakrzyczał, że mam iść odpocząć.

Trzymajcie się tam w tej mafii.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE