sobota, 10 lutego, 2024
Strona głównaPiekielni szefowieProgramista i praca w cebulowej firmie

Programista i praca w cebulowej firmie

Jestem programistą. Rok temu odszedłem z pierwszej firmy, w której było mi dane pracować. Odchodziłem z kilku względów:

– technologia w której programowałem, mimo że dobrze mi znana, nie należała do ulubionych.

– każdy klient miał własną wersję naszego produktu, bo każdy chciał mieć jakąś funkcjonalność, o której świat nie słyszał. Z tego powodu większość pracy to było pływanie w morzu gówna, naprawianie błędów itp. Nie czułem, że się jakkolwiek rozwijam

– najważniejszy powód – szefostwo to była zbieranina największej cebuli o jakiej słyszałem.

Wszystkie premie przekazywane na czarno, gotówka w łapę i tyle.

Niemal wszyscy pracowali na umowę o dzieło i w tym celu musieli wymyślać sobie tytuły dzieł jakieś z dupy, żeby się nikt nie prz*jebał, że oni powinni mieć UoP normalnie.

Ogarniali pakiet zdrowotny dla pracowników, to wzięli wersję rodzinną, bo była tańsza o 30zł chyba. Oznaczało to, że jeden kolega na papierze było podpisany jako ojciec drugiego kolegi (o czym tamten nie wiedział nawet).

Wysłali ziomka na jakieś targi do Dubaju, to żeby zaoszczędzić na bilecie samolotowym wykupili mu lot 40 godzin później niż można by było, gdyby tylko zapłacili 40zł więcej. Na czas tych 40 godzin nie załatwili mu żadnego hotelu ani nic. Siedział prawie cały ten czas na lotnisku.

Projekty zawsze były sprzedawane, zanim jeszcze nasi senior developerzy zdążyli powiedzieć, że czegoś się nie da zrobić, albo da się, ale zajmie 2 miesiące. Oczywiście sprzedawane były one z datą odbioru na za tydzień.

Generalnie cebula na cebuli, cebulą podparta. Gdy składałem wypowiedzenie postanowiłem mimo wszystko pójść trochę firmie na rękę (szefostwo zj*bane, ale dużo w porządku ludzi i tak tam było) i zaoferowałem, że zamiast 30 dni okresu wypowiedzenia, rozłożymy to w czasie na 3 miesiące, gdzie pierwsze 2 miesiące pracowałbym 2 dni w tygodniu, a ostatni miesiąc 1 dzien w tygodniu. Miało to pozwolić firmie na stopniowe i przyjemne przekazanie mojej wiedzy komuś innemu (miałem kilka projektów, które znałem tylko ja).

Po tym co usłyszałem od babki od HR myślałem, że jej napluje w twarz: „hmm… to trzeba będzie aneks do umowy zrobić… Kurcze nie chce mi się tego robić. A może zróbmy tak, że na papierze będziesz już zwolniony całkowicie, a wypłatę dostaniesz w gotówce po prostu?”. Odchodzę z firmy, bo mam dość przekrętów, a ta mi jeszcze oferuje największy przekręt z moim udziałem do tej pory. Nie szanuje w ch*j czegoś takiego.

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE