sobota, 10 lutego, 2024

Córka kierownika

Firma kurierska, stanowisko doręczyciel, umowa zlecenie na czas określony 6 miesięcy. Początek w porządku, kierownik spoko, wypłata w miarę ok.

Po 2 miesiącach propozycja od kierownika przejęcia przeze mnie rejonu kuriera, który się zwolnił.

Generalnie obskoczenie dwóch rejonów w jeden dzień było kontrowersyjne, bo wiązałoby się to z pracą w godzinach nadliczbowych, więc zainteresowany nie byłem. Po kilkudniowych negocjacjach przystałem na wariant, w którym w jeden dzień opracuję jeden rejon, a w drugi dzień kolejny. I tak na zmianę. Płaca jak za dwa rejony czyli teoretycznie dwie wypłaty. Roboty również kolejny raz tyle co było, więc aby nie pracować więcej niż 8 godzin, zaległości z tygodnia wolałem nadrobić w moją wolną od pracy sobotę ( weekend, przeważnie wszyscy w domach więc 5-6 godzin i po temacie).

Wypłata legalna była jedna, druga nieco mniejsza „zaokrąglona” pod stołem. Plus zwrot kosztów za paliwo, bo żeby to ogarnąć musiałem jeździć prywatnym autem. Wiadomo, lepiej płacić ludziom tylko za paliwo, zamiast jeszcze dokładać do eksploatacji firmowego samochodu. Mniejsza. W miesięcznym rozrachunku wychodziło ok, robotę robiłem, wywiązywali się- spoko.

Kolejne miesiące, kolejna umowa na pół roku i zmiana kierownika na córkę właściciela placówki. Dziewczyna bardzo młoda, wulgarna, niekompetentna ( to był chyba jej debiut w jakiejkolwiek pracy). Dzień wypłaty i zaczęło się ściemnianie i kombinowanie. Ona nie może mi tyle zapłacić co poprzedni kierownik, bo ich teraz nie stać i jej ojciec się nie zgodził. Sierpień, każdy z załogi parę stówek mniej na wypłacie, bo szefostwo na urlopie. Z miesiąca na miesiąc coraz więcej arogancji, perfidnego ściemniania i przycinania wynagrodzeń, wprowadzania nieżyczliwej atmosfery, cwaniactwa i zastraszania.

Koniec mojej drugiej umowy z dniem 31 grudzień, w styczniu nie stawiam się w pracy, bo kilka tygodni wcześniej nagrałem sobie inną robotę od nowego roku. Dzwoni telefon:

– gdzie ty k… jesteś?!
– a właśnie przemyślałem sprawę, potrzebuję sobie odpocząć dwa tygodnie.
– ale jak k… ?! A jakiś wniosek urlopowy?
– ale jaki wniosek przecież umowa mi się skończyła w grudniu.
– yyyy… aha… ok no dobra, to kiedy będziesz ?
– no tak jak mówię, za dwa tygodnie.

Telefon po tygodniu:

– słuchaj musisz wracać już, bo nie mamy zastępstwa i b… taki się zrobił, że nikt tego nie ogarnie.
– przykro mi, ale jestem na „urlopie”, musicie jakoś wytrzymać, za tydzień wracam.

Telefon po kolejnym tygodniu:

– cześć, wypocząłeś ?? Wracasz jutro ?? Umowa już jest, czeka na ciebie jak coś.
– wiesz co, rozmyśliłem się, jednak nie wracam, pracuję już gdzie indziej.
– … ( bezcenna chwila ciszy), ale jak i niby co ja mam teraz zrobić ?!
– wiesz co, nie wiem, sorry, ale w pracy jestem muszę kończyć.

Od kumpla, który tam pracował wiem, że sama pani kierowniczka i jej tatuś przez jakiś czas musieli schować dumę do kieszeni i latać z paczkami i listami, żeby ogarnąć zobowiązanie, jednak i tak się nie udało, bo dostali takie kary, że padli na ryj. Nie, żeby to była tylko moja zasługa, bo po mnie zwolniły się kolejne osoby, ale summa summarum, pracownicy versus „rodzinny biznes januszex” – 1:0

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE