czwartek, 8 grudnia, 2022
Strona głównaPiekielni szefowiePraca na magazynie w firmie budowlanej w 2002 roku

Praca na magazynie w firmie budowlanej w 2002 roku

Kolejna historia z cyklu „dawne lata/początki kariery”. Na oko 2002. Pracowałem jako magazynier w niby firmie budowlanej. Wynagrodzenie groszowe. Obowiązki od typowych (dbanie o magazyn produktów, części i sprzętu) przez mniej oczywiste (naprawianie sprzętów, czyszczenie kibli itp).

Hierarchia była mniej więcej taka, że byli prezesi, którzy tylko patrzyli na słupki z wpływami (nie pamiętam czy kiedykolwiek ich widziałem poza złożeniem wymówienia) a całokształtem zajmował się „kierownik” magazynu – główny januszex.

Jako że miałem smykałkę do informatyki a na ten czas komputeryzacja u nas dopiero wchodziła do firm szybko zostałem „pupilkiem” kierownika. Co się z tym wiązało?

Oczywiście praca nadgodzinowa : ) początkowo w normalnych godzinach robiłem swoje obowiązki, a potem robiłem jego robotę, czyli tzw. „cyfryzację” magazynu – czyli wprowadzanie ogromnej ilości informacji o produktach, sprzęcie, pracownikach i wszystkim innym do programu, którego on absolutnie nie rozumiał a miał to zrobić w ramach swoich obowiązków. To było wszystko od zrobienia zdjęcia wiertarce, oznaczenia jej, opisania, przypisania pracownika, wydania, pobrania po uzupełnianie kart pracowniczych, danych i – uwaga perełka – raportów na pracowników (typu „wczoraj mietek nie wyrobił normy a o 15:50 wypił piwo”).

Plus był taki, że z czasem więcej szychty spędzałem w ciepłym pseudo biurze robiąc robotę januszexa niż na dworze np. naprawiając zepsute taczki.

W pewnym momencie firma zmieniła adres, więc wielka przeprowadzka, przenoszenie całej infrastruktury itp. Jako główny „magazynier cyfrowy” robiłem niby za prawą rękę januszexa – czyli znowu robienie wszystkiego, a potem jeszcze jego obowiązków. Chwilami, chyba żeby mi to „wynagrodzić” oznajmiał przed ekipą, że jestem….nadzorcą roboty 😃

No to dźwigam tam jakieś rzeczy czy zamiatam plac a chłopaki przychodzą i się skarżą, że nie ma wody, że tam jakichś narzędzi brakuje, że w nowym miejscu na drzwiach jest kłódka, której nie mogą otworzyć, że transport nie przyjechał itp.

Idę do janusza i mu mówię, że usychamy z pragnienia. Podszedł do zlewu nalał mi do szklanki wody i mówi pij. Patrzę na niego i mówię „a co z resztą ekipy? a gdzie jakieś butelki z wodą?”. Słyszę „jebć reszte, ch*j cie oni obchodzą martw się o siebie”.

Jakiś czas potem (było to dosłownie parę dni przed świętami). Jesteśmy już na nowej lokacji, januszex zostawia mnie jako „nadzorcę” bazy, magazynu itp. Jest godzina koło 12 mówi, że jedzie po materiały i coś tam. Mówię mu, że dzisiaj byłem wcześniej i robie do 15 i muszę jechać, bo mam ważne sprawy. Pyta się, czy nie zostanę dłużej. Mówię, że nie bo w tym miesiącu znowu ciągle nadgodziny a mam ważne sprawy. „Ty to jesteś jednak miętkim ujem robiony prostaku”.

Patrzę na niego on na mnie…” Dobra młody nie p**rdol mi tutaj będzie ok”. Godzina 15:30 nie odbiera telefonów. No to pozamykałem główny magazyn z narzędziami i wszystko, co się dało. Klucze zostawiłem najstarszemu stażem i wiekiem i idę na autobus. Na przystanku po około kwadransie widzę jak jedzie i grozi mi palcem.

Na następny dzień z rana wzywa mnie do swojego biura. „Ze względu na karygodne zaniedbanie obowiązków udzielam Ci nagany pisemnej, kary pieniężnej ściągniętej z wypłaty i braku premii w tym i kolejnych 3 miesiącach” – koniec gadki.

Wk*rwiony poszedłem coś robić, za chwile woła mnie znowu. „Zgodnie z polityką firmy udzielam Ci życzeń świątecznych i dodatku świątecznego w wysokości 20 zł.”. Wyszedłem z jego biura siadłem na kamieniu i tak zostałem chyba z pół godziny, bo dosłownie zgłupiałem co tu się do cholery stało 😃

Na szczęście zaraz po nowym roku przeprowadzałem się i dostałem w miarę dobrą (na pewno lepszą) ofertę w innym mieście. Poszedłem bezpośrednio do biura do prezesów złożyć wymówienie ze skutkiem natychmiastowym. Oczywiście reakcja była „no co ty dzieciaku to tak nie działa nie damy Ci”.

Po czym przytoczyłem im parę sytuacji i powiedziałem, że nie ma sprawy możemy się iść sądzić. Dostałem od ręki świadectwo pracy z komentarzem w stylu „to wyjątkowo, ale tak się nie robi..jesteś zakałą pracowników i działasz na szkodę firmy” : )

MOŻE CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

DODAJ SWOJĄ HISTORIĘ

Najpopularniejsze z 7 dni

NAJNOWSZE KOMENTARZE

Robert on Pani Kasia
Grzegorz Brzeczyszczykiewicz on Praca w warsztacie samochodowym w UK
Zombie driver on Klasyczny karynex